We wczorajszym programie Tomasza Lisa, Donald Tusk starał się jak zwykle robić dobre wrażenie. Jego wypowiedzi były wyważone, mało konkretne za to poskręcane niczym najlepszej klasy przemówienie skierowane do suwerena jakim jest naród. Ciężko mi bowiem nazwać to wywiadem, skoro Lis przestał właściwie istnieć, a siła jego pytań zostawała natychmiastowo miażdżona przemową Tuska. Oglądając takie przedstawienia łatwo zdać sobie sprawę dlaczego to Tusk wygrywa wszystkie wybory od 2007 roku, a Kaczyński notorycznie przegrywa. Porównajcie to wczorajsze przemówienie Tuska, z występami Kaczyńskiego choćby z okazji tzw Marszu Niepodległości i Suwerenności. Tych polityków dzieli absolutna przepaść jeśli chodzi o klasę wystąpień.
Czy zatem należy uznać że Tusk u Lisa rozwiał wszelakie wątpliwości odnośnie swojej drogi rządzenia? Czy należy uznać że Platforma ma dla Polski najlepszą receptę z możliwych? Czy samokrytyka Tuska odnośnie niektórych działań rządu, dystans do własnej koncepcji (na co nigdy nie byłoby stać Kaczyńskiego dlatego zawsze będzie przegrywał) którą to uznaje za niedoskonałą i podlegającą modyfikacjom wystarczą by stawić czoła kryzysowi nie tylko w strefie euro ale i w całej UE?
Odpowiedź jest prosta, nic nie zależy od Tuska ani nawet od Barroso tylko po prostu od inwestorów czyli tych, co dają pracę i generują wzrost PKB. Tusk ze spokojem tłumaczył, że pożyczka do MFW nie uszczupli domowych budżetów Polaków, gdyż pochodzi z rezerw NBP. I nie wiem czy Tusk robi sobie z widzów żarty czy sam nie wie o czym mówi ale przecież to nie ma najmniejszego znaczenia. Unia chce wpompować do MFW 200 mld euro co jest kroplą w morzu potrzeb. Mówi się już nawet o 2 bln ale cała strefa euro zadłużona jest na 7 bln w europejskiej walucie. Więc co to ma za znaczenie ile Polska dołoży z rezerw na ratowanie strefy jak potrzeby są gigantyczne?
Poza tym zgodnie z rynkową logiką i prawami ekonomii, każda pożyczka przy jednoczesnym tolerowaniu powiększania deficytu budżetów strefy euro niczego nie rozwiąże bo te pieniądze będą przeżerane. Za rok kiedy okaże się że recesja w Polsce jest nieunikniona, Donald Tusk będzie dalej upierał się przy głębszej integracji z UE. A trzeba było już teraz powiedzieć 'nie', bo i tak żadnych pieniędzy z UE w razie kłopotów Polski nie zobaczymy. Te kłopoty bowiem pojawią się kiedy Grecja i Włochy będą już bankrutami po nieudanej interwencji na rynku obligacji.
Zostaliśmy wciągnięci do UE przez polityków, lecz większość społeczeństwa poparła ich aspiracje zbudowane zresztą na kompleksach polskiego zaścianka, któremu się wmówiło, że po wejściu do Unii zbrata się z zachodem i stanie się jego częścią. Europejskość w rozumieniu takim, że przyjmujemy bezkrytycznie wszystkie zachodnie standardy musiała się tak skończyć. Widać teraz jak na dłoni że wszyscy którzy 7 lat temu zachwalali Unię albo cynicznie grali na polskich kompleksach albo niczym ćmy lecieli w kierunku ognia. Dzisiaj już nie są pełni optymizmu. Dzisiaj straszą, straszą rozpadem strefy euro, który to rozpad ma nam w jakiś szczególny sposób zaszkodzić. Tylko że może być i euro i recesja, a to nam w żaden sposób nie pomoże. Bo i wtedy żadnego eurocenta nie zobaczymy. Panie premierze przestańcie już ludziom obiecywać stabilność zbudowaną na chwiejnych posadach i przy okazji ośmieszać się w Brukseli.
809
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (12)