Lodowcowe Pole
Nie czyńcie Prawdy groźną i złowrogą, Ani jej strójcie w hełmy i pancerze, Niech nie przeraża jej postać nikogo
73 obserwujących
474 notki
1155k odsłon
989 odsłon

Dziś mija 80 rocznica rozpoczęcia Bitwy o Anglię

Spitfire Mk Vb Jana Zumbacha z dywizjonu 303. Zdjęcie: Alpejski
Spitfire Mk Vb Jana Zumbacha z dywizjonu 303. Zdjęcie: Alpejski
Wykop Skomentuj19


Nie mam w zwyczaju przypominać starych notek, ale dziś uczynię wyjątek. Są ku temu powody. Otóż parę lat temu nie mogłem mojego tekstu zilustrować fragmentami filmu, o którym on opowiada. Dziś jest to możliwe. Zatem uzupełniona wersja starej notki "Niebo nad Calais".

Dokładnie 80 lat temu 10 lipca 1940 roku, na europejskim niebie rozgorzała Bitwa o Anglię, jedna z najważniejszych bitew II wojny światowej, jej zasadnicza i decydująca część trwała do jesieni 1940 roku.

Czy dostaliście kiedyś niechciany prezent? Kiedy rok temu, przed moimi okrągłymi urodzinami, rodzina dopytywała się o to, jakie mi się podobają kolory koszul, krawatów i skarpetek - podejrzewałem najgorsze. Lecz w dniu urodzin, z Amazona przyszła ogromna paczka, a w niej gigantyczne pudło z modelem Spitfire Mk Vb firmy Airfix. Model sygnowany przez Royal Air Force Batle of Britan Memorial Flight, przedstawia maszynę Jana Zumbacha z dywizjonu 303. „Spitfire” ten nosił na burcie wizerunek kaczora Donalda.

image

O rany zawsze chciałem go mieć – pomyślałem. Potem popatrzyłem na godło maszyny. Kurcze! Wszak dzięki temu, że kiedyś dostałem dwa złote na „Donalda” zaczęła się moja fascynacja lotnictwem.


Otóż dawno, dawno temu, kiedy paskudna pogoda nie pozwalała na zabawy na podwórku, razem z moim kuzynem zamiast kupić tradycyjne gumy Donald z kolorowymi i cennymi obrazkami-komiksami, wydaliśmy otrzymane od babci dwa złote na kino.

Chyba tylko temu, że było to pożegnanie z filmem i sala nie była zbyt pełna, zawdzięczam, że bileter przymknął oko na mój bardzo małoletni wiek. W zasadzie nie wiedziałem wtedy, co to za film, bo przed kinem nie było plakatów, a tytuł Bitwa o Anglię nic mi nie mówił.

Bitwa o Anglię kojarzyła mi się raczej z jakąś morską bitwą. Czytałem wtedy o Nelsonie, ale nie o samolotach. Kiedy odsłonili ekran i po tradycyjnej Kronice Filmowej zabrzmiał warkot motorów lotniczych, gdy na ekranie rozpoczęła się krwawa jatka nie wiedziałem gdzie uciekać wzrokiem. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie, ale sceny i zdjęcia lotnicze miały jakiś magnetyzujący urok i powab, jakieś niebywałe piękno. Potem znalazłem sposób, jak pokazywali wnętrza maszyn pod ostrzałem, zamykałem po prostu oczy. Starszy kuzyn, bardziej odporny na bryzgającą krew mówił mi, kiedy było bardziej łagodnie - „Te! Możesz już patrzeć”- szeptał w moją stronę lub trącał łokciem. Tak dotrwałem do końca seansu.


Po powrocie do domu rzuciliśmy się na wszystkie książki, aby odszukać maszyny, które widzieliśmy na ekranie, nie było to w tamtych czasach proste. Kuzyn znalazł na półce „Prezentuj broń. Oręż żołnierza polskiego 1939 - 45” Janusza Magnuskiego i już byliśmy ponownie zanurzeni w tamtych powietrznych zmaganiach.

imageimage

Kredki pozwoliły na wyprodukowanie pierwszych kolorowych modeli, problem był tylko z maszynami niemieckimi, których zdjęć i rysunków nigdzie nie publikowano. Te zostały odtworzone z pamięci. Modelami toczyliśmy zajadłe bitwy, a kuzyn od czasu do czasu straszył mnie przecierem pomidorowym, którym polewał sobie oczodoły. Widok ten powodował, że w zasadzie mdlałem – pamiętacie tę scenę, kiedy strzelec niemieckiego Heinkla He 111 „dostaje serią” po oczach?


Miesiąc potem za parę historyjek z gum Donalda i dwa „resoraki”, książka Magnuskiego stała się moją własnością. Traf chciał, że wtedy pojawiły się w sklepach sprowadzone przez Gierka modele. Pachnące zachodem i oszałamiająco kolorowe pudełka skrywały pożądaną zawartość. Pierwszy był Hurricane, następnie Spitfire, Mustang i Tempest. Potem było stopniowe wyprowadzenie serwisów kawowych mojej mamy z przeszklonego kredensu i w ten sposób część Bitwy o Anglię pojawiła się w moim domu, stopniowo rugując kolejne wazony i porcelany z „honorowych” miejsc i półek. Jednak większość modeli z katalogów zachodnich firm była wtedy nieosiągalna. Całkowita posucha dotyczyła samolotów niemieckich, których do Polski nie sprowadzano. A i te inne, które pojawiały się sporadycznie na półkach Składnicy Harcerskiej, niestety zniknęły całkowicie po około dwóch latach. Dokonując cudów dyplomacji rodzinnej ściągałem z zachodu pożądane pudła z coraz ciekawszymi modelami. W kolekcji pojawiły się pierwsze Messerschmitty i Focke Wulfy i Junkersy, budząc dziką zazdrość szkolnych kolegów i całkowite zwątpienie mojej mamy niemającej już centymetra kwadratowego wolnego miejsca na „serwisy kawowe”. Budowanie modeli i czytanie wszystkiego co było dostępne na temat lotnictwa rozbudziło marzenia o lataniu.

image

Nie od razu było mi dane je zrealizować. Okulary skutecznie przeszkadzały w lotniczej karierze. Dopiero po 1989 roku zasiadłem za sterami. Zawdzięczam to wspaniałej okulistce z GOBLL. Do dziś dla mnie ta kochana kobieta jest synonimem anioła i nigdy nie zapomnę jej tego – „puszczam pana w okularach”.

Wykop Skomentuj19
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura