Lodowcowe Pole
Nie czyńcie Prawdy groźną i złowrogą, Ani jej strójcie w hełmy i pancerze, Niech nie przeraża jej postać nikogo
85 obserwujących
582 notki
1452k odsłony
  1297   3

"Trzynaście żyć" arcydzieło Rona Howarda

Kadr z filmu "Trzynaście żyć". Zdjęcie: Amazon Prime
Kadr z filmu "Trzynaście żyć". Zdjęcie: Amazon Prime

Na początek posłuchajcie tej muzyki, koniecznie na dobrych słuchawkach:




Niewiele jest takich filmów, które po obejrzeniu pulsują w nas godziny i dni. Niewiele jest dobrych filmów, w których nie ma złych ludzi. Filmów pełnych optymistycznych i głęboko humanistycznych obrazów naszej ziemskiej pielgrzymki.

To delikatna materia i potrzeba prawdziwego czarodzieja, aby na ekranie pokazać człowieka w całej jego chwale. Zdaniem wielu przekazów religijnych, chwale prawie boskiej, bo na obraz i podobieństwo zostaliśmy uczynieni. Choć wielu w to nie wierzy, a wielu po prostu zapomina, to przynajmniej warto uwierzyć, że możemy być dobrzy, zawsze i w każdej sytuacji swoim życiem służyć bliźniemu.

Jak zrobić film pokazujący dobro tkwiące w każdym z nas tak, aby ten film nie był mdłym „budyniem z soczkiem”, co często się zdarza, albo nie był groteskowym kazaniem z ambony?

Dobrze niech będzie! Zacznę od superlatyw zanim skończę pochwały.

Widziałem taki film niedawno. Taki doskonały głęboko humanistyczny portret ludzi, gdzie nie zobaczycie nachalnego dydaktyzmu, słodkich i tanich chwytów emocjonalnych. Film zagrany brawurowo, choć oszczędnie przez plejadę aktorów, rezygnujących z hollywoodzkiego bohaterstwa filmowych super herosów. Delikatnie wycofany i przez to ciepły obraz zwykłych ludzi, przy których sam Superman, musiałby się zawstydzić, bo oni bez „super mocy“ przewyższyli go odwagą i skromnością.

Nie wiem czy reżyser Ron Howard kierował się przypowieścią Jezusa - „niech nie wie Twoja lewica, co czyni prawica”, ale właśnie takich ludzi, doskonale bezinteresownych, sportretował w swoim najnowszym filmie. Ten film w Polsce dostał tytuł: „Trzynaście żyć”. Ja przetłumaczyłbym ten tytuł „Trzynaście istnień”, moim zdaniem lepiej brzmi i oddaje sens przesłania filmowej historii.

A nie jest to historia wymyślona w głowie scenarzysty, opiera się na prawdziwych wydarzeniach, które miały miejsce w Tajlandii, kiedy grupa dzieciaków została odcięta przez wody monsunowych deszczy w jednej z największych jaskiń tego kraju.

Widziałem wiele produkcji o katastrofach i akcjach ratowniczych i celowo nazywam je pogardliwie produkcjami, bo były to gnioty nad gniotami, wysilone podkolorowane, mające budzić grozę kicze.

Ale nie z Ronem Howardem takie numery, to stary wyjadacz i doświadczony reżyser, do tego w miarę jak się zestarzał nabiera mądrości i wyciąga wnioski z tego, co kiedyś nakręcił. A to on przecież był reżyserem „Pięknego umysłu”, ale i udanego „Apollo 13”. Jednak w „Apollo 13” dał się wciągnąć w podrasowanie tej opowieści przez hollywoodzkich speców, co czyni ten film chwilami nieznośnie pełnym zadętego patosu. W najnowszym filmie Howard „zebrał filmowego rumaka” ściągając wodze patosu i… I moim zdaniem wyszło arcydzieło.

To arcydzieło nie udałoby się, bez znakomitej gry aktorskiej. Wszyscy aktorzy zasługują na pochwały, ale zacznę od dwóch.

Viggo Peter Mortensena zapamiętałem nie tylko z “Władcy pierścieni”, ale porywającego, cudownego filmu „Hidalgo – ocean ognia“. W filmie Howarda wcielił się w rolę emerytowanego strażaka i zapalonego nurka jaskiniowego. Kto zna to środowisko wie, że wyczynowi nurkowie, to ludzie o żelaznych nerwach, spokojni, rozważni i „myślący w trzech wymiarach”. Tak to określenie 3D wykorzystuje się do terapii osób mających życiowe problemy, terapii podwodnej prowadzonej podczas serii nurkowań. Metodę tę, opracował mój przyjaciel, człowiek z najwyższymi uprawnieniami instruktora i nurka głębinowego, trener trenerów nurkowych. Podziwiałem jego spokój i uporządkowanie, myślenie podobne trochę do myślenia dobrych pilotów, ale o ile my piloci odczuwamy przeciążenia, to środowisko wodne oferuje stan przypominający nieważkość. Ta drobna różnica kształtuje w doświadczonych nurkach sposób myślenia wyprzedzającego każdy ruch, bo sytuacja nieważkości jest dla ludzkiego aparatu motorycznego niecodzienna. Dobrego nurka, zatem możemy wyczuć obserwując zachowanie tych ludzi w życiu codziennym. Nie wiem czy Mortensen sam nurkuje, ale gra koncertowo stosując oszczędne środki i nie „przeszarżowując” roli.

Partneruje mu znakomicie Collin Farrell, grając subtelnego intelektualistę podejmującego się roli bohatera bez intencji bycia bohaterem.

No, ale w dobrej opowieści muszkieterów jest minimum trzech, choć wiadomo, że musi być czterech. Tym tropem poszedł Howard kompletując pozostałych aktorów, tworzących rdzeń jego filmowej opowieści. Do Farella i Mortensena dołączyli Joel Edgerton i Tom Bateman.

Edgerton wciela się w postać nurka anestezjologa, a Bateman nurka, który podczas akcji przechodzi „ratunkowy chrzest”. To są mocne sceny, ale zagrane bez śladu patosu.

Aktorzy z Tajlandii to wcale nie tło tej opowieści, ale pierwsza światowa liga.

Lubię to! Skomentuj24 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura