Lodowcowe Pole
Nie czyńcie Prawdy groźną i złowrogą, Ani jej strójcie w hełmy i pancerze, Niech nie przeraża jej postać nikogo
50 obserwujących
380 notek
832k odsłony
2114 odsłon

Rozważania o niemieckim strachu i politpoprawności na tle wydarzeń w Londynie

Polityczna poprawność sięga naszych komputerów. Mamy bać się pewnych słów?Zdjęcie: Alpejski
Polityczna poprawność sięga naszych komputerów. Mamy bać się pewnych słów?Zdjęcie: Alpejski
Wykop Skomentuj36

Każdego dnia obserwujemy groźną eskalację społecznych nastrojów. Dla obserwatora i blogera to bardzo silna pokusa, aby komentować te wydarzenia. Nieczęsto obserwujemy próby wysadzenia w powietrze całej naszej cywilizacji.

Wydarzenia w Londynie upewniają mnie, że grający na wywołanie ogólnoświatowego chaosu, postanowili nadepnąć na pedał gazu do oporu. My zwykli ludzie, będziemy musieli mierzyć się z narastającym wpływem szaleńców, chronionych przez cwanych macherów od robienia kokosowych interesów, wykorzystujących zdobycze naszego systemu prawnego i niestety naszą demokrację.

Widać wyraźnie, że ruchy ekstremistów spod znaku LGBT i ruchów ekologicznych synchronizują swoje działania, nie dając oddechu ludziom i pogrążając świat w recesji.

Co wydarzyło się w Londynie? Otóż, terroryści „Extinction Rebellion” postanowili w godzinach szczytu zablokować londyńskie metro. Ludzie postanowili rozwiązać ten problem sami i doszło do bijatyk, na dość dużą skalę.


Czy takie wydarzenia możliwe byłyby w Niemczech? Takie pytanie zadałem sobie jeszcze oglądając relacje z Londynu.

Wiadomości te w jakiś sposób korespondują z doniesieniami niemieckich mediów o tym, że Niemcy boją się o pewnych sprawach mówić, aby nie być napiętnowani przez społeczeństwo.

W sondażach ponad 60% obywateli Niemiec potwierdziło, że odczuwa takie obawy, a nawet dominujący strach. W sondażu Niemcy twierdzili, że na pierwszym miejscu boją się mówić negatywnie o przybyszach i islamie – 68%. Ale co najgorsze, wielu Niemców boi się rozmawiać o wszelkich sprawach politycznych.

Taka sytuacja świadczy o poważnym zagrożeniu demokracji.

Co więcej podstawową zasadą, na której budowano po strasznych czasach nazizmu nowe Państwo Niemieckie, jest zasada wolności wypowiedzi, gwarantowana przez Konstytucję w Artykule 5.

Co dzieje się, zatem w Niemczech? Ja widzę kilka przyczyn takiego stanu rzeczy.

- Pierwsza, to postawa mediów wykazująca silne lewicowe sympatie i piętnująca każdego krytyka „oficjalnej linii medialnej”. Z dnia na dzień bezkarnie można zostać zniszczonym przez te media i aktywistów lewicowych używających ich, jako swojej tuby propagandowej. Słynną była sprawa piosenkarza Xaviera Naidoo, a nawet byłej szefowej Linke Sahry Wagenknecht, którą osobiście, jako polityka bardzo cenię. Skoro nawet o szefowej Linke można było w mediach donosić, że prezentuje ksenofobiczne i faszystowskie poglądy, to co można uczynić zwykłemu obywatelowi? To pytanie musieli stawiać sobie ludzie, przecież na przysłowiowy chleb z masłem o wiele ciężej pracujący niż rozwydrzeni bezkarni dziennikarze. Jedyne mocno aktywne obecnie grupy młodych ludzi skupione są wokół ekstremalnej lewicy – Linke, Antifa, której sprzyjają niemieckie media. To pogarsza rokowania w tej chorobie toczącej społeczeństwo.

- Silnie wdrukowane w niemieckim społeczeństwie klisze pochodzące z czasów, kiedy dominowała ślepa dyscyplina. Po zjednoczeniu te postawy zostały wzmocnione silną emigracją wewnętrzną ze wschodnich landów do zachodnich. Tu dominuje ten strach - spadek po społeczeństwie kontrolowanym w niemal 100% przez STASI. Ciekawe są komentarze czytelników pod artykułem w „Focusie” nazywające obecne czasy DDR 2. Czyli Niemiecka Republika Demokratyczna nr 2.

- W młodym pokoleniu narastający konformizm i lenistwo, wyrażające się postawą – jak będę cicho to zdążę napchać sobie konto bankowe i jak się to wszystko posypie w gruzy, zwiewam gdzie pieprz rośnie. Tę postawę obserwuję w zachodniej części Niemiec, w której od początku mieszkam.

I tu muszę Wam się przyznać pewnej rzeczy nie rozumiem. Sam jestem człowiekiem „pyskatym” i rozpolitykowanym. Nigdy nie odczułem ze strony aparatu państwa niemieckiego żadnych dolegliwości i szykan. Ale w sondażu 60% ludzi obawia się tych szykan. Jako badacza intryguje mnie to. Czy miałem szczęście? Czy może mediom udało osiągnąć stan powszechnej histerii wśród zwykłych ludzi? Czy może przyczyną jest lenistwo, które każe Niemcom nie otwierać własnej Konstytucji?

Chyba tak jest, bo kiedy w dyskusjach wymieniam ten artykuł 5 GG (czyli Grundgesetz) spotykam się często z brakiem rozeznania co on gwarantuje. A gwarantuje on właśnie wolność wypowiedzi.

No i jest jeszcze jedno „ale”.

Otóż ten strach bierze się w społeczeństwie z tego, co ja nazywam najgorszą formą cenzury. To cenzura w postaci poprawności politycznej wdrukowana przez media na stałe w głowy ludzi. Bo co zdziała Konstytucja, skoro przykładowo nasz szef dał sobie wyprać mózg i za każdym słowem szuka naszych jego zdaniem nieprawidłowych poglądów?

To nowa forma totalitaryzmu, ale bardzo sprytnego, bo czai się on nie za rogiem w postaci agenta STASI, ale w naszych głowach, a stamtąd znacznie trudniej jest go wypędzić niż z ulic naszych miast, z redakcji medialnych.




ps. Dla znających i uczących się języka niemieckiego linki i "videłka":

https://www.welt.de/politik/ausland/article202039438/Bahnverkehr-in-London-gestoert-Wuetende-Pendler-ziehen-Extinction-Rebellion-Aktivisten-von-Zuegen.html

https://www.focus.de/politik/deutschland/focus-online-umfrage-worueber-sich-deutsche-nicht-zu-reden-trauen-und-wie-sie-ihre-angst-ueberwinden_id_11246868.html


Wykop Skomentuj36
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka