0 obserwujących
40 notek
42k odsłony
  244   0

Autorytety

Definicji tego słowa objaśniać z pewnością nie trzeba, i choć wiele prawd uznawanych jest za niezbywalne – to jednocześnie człowiek przynajmniej co jakiś czas powinien sobie zadać pytanie, czy aby na pewno?
 
Nie poruszę w swoim rozważaniu tematyki z zakresu teologii, ponieważ jest to temat niezwykle drażliwy dla wielu osób a ponadto, mógłbym się narazić na odpowiedzialność karną z powodu obrazy uczuć religijnych. Dlatego już na wstępie proszę o przyjęcie tego tekstu, z tym właśnie a nie innym  założeniem.
 
Autorytety to wspaniały wynalazek, a przynajmniej dla ludzi którym może nie tyle nie chce się samodzielnie myśleć, co w najmniejszym chociaż stopniu pragną z siebie zrzucić ciężar odpowiedzialności. Postępując, czy to kierując się drogami wyznaczonymi przez tych, których uznanie w oczach świata nie budzi najmniejszych choćby wątpliwości daje właśnie ten komfort którego nie mają nazwijmy to „niespokojne duchy”.  Ludzie poszukujący czy aby na pewno jest tak, jak mówią podręczniki będące niejednokrotnie dziełami na wzór obowiązujących na wieki aksjomatów, nader często narażają się na dookreślenie wyrażanych o niech opinii przymiotnikami, których ze względu na moją wrodzoną wprost niechęć do stosowania wulgaryzmów raczej nie przytoczę. 
 
Być może przykłady jakimi za chwilę się posłużę co niektórym czytelnikom wydadzą się szokujące, jednak jak myślę w sposób nadzwyczaj dobitny potrafią ukazać że to, do czego przywykliśmy nierzadko przez dziesięcio lub stulecia uznając za prawdy absolutne – takimi nie są.
 
Weźmy może na pierwszy ogień Mikołaja Kopernika, przeciwnika głoszonej przez kościół.  ptolomeuszowskiej teorii geocentrycznej, a przecież trudno by było komukolwiek dać wiarę, gdybym w tym właśnie momencie ośmielił się stwierdzić, że za czasów jego życia – autorytety o przeciwnym w tym temacie zdaniu nie istniały.
 
Pójdźmy dalej, a raczej w kierunku nie odległej nam w sumie historii i niezwykle w niej paskudnej postaci Hitlera. Co by nie mówić – dla wielu ówczesnych mu Niemców i nie tylko, był niekwestionowanym autorytetem prezentowanej przezeń wizji III Rzeszy. To – ilu oprawców czuło się dzięki temu usprawiedliwionymi paląc grabiąc i mordując wiedzą ich ofiary. Wszak był autorytet który wręcz nakazywał takie a nie inne postępowanie. 
 
Przejdźmy może w innym kierunku i do czasów, kiedy zwykło się powszechnie uważać, że atom jest najmniejszą i niepodzielną częścią materii. Dopiero wiele, wiele później poznano jego budowę wskazując na istnienie jego bardzo bogatego wnętrza.
 
Dzięki coraz to bardziej rozwijających się technologii ułatwiający badania elementów otaczającej nas rzeczywistości materialnej, obowiązujące do tej pory teorie obalane są niczym kolejne domki z kart.
To – co jeszcze wczoraj wydawać się mogło tylko abstrakcją, dzisiaj – dzięki lepszemu zrozumieniu mechanizmów jakie nim rządzą, na jutro otwiera kolejne nowe drogi poszukiwań.
 
Teraz garść przykładów obalających mit, że wszystko co nas otacza potrafimy przy pomocy zmysłów zinterpretować.
 
Dla osoby od urodzenia niesłyszącej, wbudowanie implantu ślimakowego i udostępnienie przez ten fakt mózgowi fali dźwięków nie powoduje równocześnie sytuacji w której taka osoba te dźwięki rozumie. Odwróceni do niej plecami możemy mówić, a ona nie widząc ruchu naszych warg nie zrozumie co do niej mówimy.
 
Dokładnie tak samo jest ze wzrokiem. Na przestrzeni tysięcy lat ewolucji nasze oko ukształtowane zostało tak, aby docierające doń obrazy odbierały tą tylko częstotliwość fali świetlnej, która jest niezbędna dla jego (człowieka) funkcjonowania, choć przecież nikt chyba nie wątpi w to (na podstawie wyniku pomiarów specjalną aparaturą), że samo choćby tylko słońce wysyła fale elektromagnetyczne o zakresie szeroko wykraczającym po za ten (widzialny), jaki to oko jest w stanie zinterpretować. 
 
Tym samym twierdzenie, że w naszym otoczeniu coś jest a czegoś niema jest z gruntu obarczone błędem, zaś prawidłowa jego postać powinna brzmieć następująco:
W naszym otoczeniu jest to co potrafimy dostrzec oraz to, czego dzięki takiej a nie innej budowie oka  nie widzimy.
 
Współczesna medycyna ustami swoich autorytetów ludzi takich jak bioeneroterapeuci naznacza mianem szarlatanów. Trudno jest jednak jednocześnie zaprzeczyć istnienie przypadków, w których kontakt chorego z taką osobą powoduje, że skazany przez lekarzy na śmierć pacjent zdrowieje.
 
Czy wobec tak przedstawionego obrazu, uznać należy że istnienie autorytetów zagraża postępowi człowieka w sensie rozwijania jego możliwości poznawczych?
 
Nie ośmielił bym się dać w tym momencie pozytywnej odpowiedzi na tak postawione pytanie. Moim zdaniem autorytety są potrzebne, ale nie jako twory na prawach aksjomatów, ale jako punkty odniesienia do dalszych poszukiwań.
 
Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale