Dzisiaj rano niespodzianie zapukała do mych drzwi
Wcześniej niż oczekiwałem przyszły te cieplejsze dni
Zdjąłem z niej zmoknięte palto, posadziłem vis a vis
Zapachniało, zajaśniało wiosna, ach to ty
Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty
[Marek Grechuta, "Wiosna, ach to ty" ]
Uśmiechnąłem się szeroko. Wpatrując się w jej roześmiane oczy otworzyłem butelkę czerwonego wina. Siedzieliśmy w milczeniu patrząc się na siebie, a rubinowa zawartość kieliszka rozgrzewała serce dodając skrzydeł wyobraźni. Rozmarzony pomyślałem machinalnie że znów zakwitną Polskie absurdy, a stołki zazielenią się niekompetencją. Świergot ptaków będzie urozmaicał przemówienia na wiecach i demonstracjach. W promieniach wiosennego słońca pławić się będą rządowe limuzyny. Z każdą następną myślą beztroski nastrój się ulatniał, a uśmiech sztywniał stając się parodią samego siebie. Ściskany nieświadomie kieliszek pękł, raniąc dłoń i mieszając krew z winem. Niemal tego nie zauważyłem, w moich oczach rósł właśnie płomień zgrozy. Wiosna wstała, patrząc współczująco położyła mi rękę na ramieniu...
- Masz jeszcze mnie... - Powiedziała łagodnie.
Nagle odezwał się leżący na stole telefon. Odruchowo odebrałem.
- Tu Łyżwiński, jest u ciebie Wiosna? - Zapytał twardo jakiś głos.
- Tak... - Odpowiedziałem niepewnie, kompletnie zaskoczony pytaniem.
- Niech będzie u mnie za godzinę, jedziemy do Warszawy... - Rozłączyłem się, patrząc z tęsknotą na leżący na ziemi ostry kawałek szkła.
- Chyba musisz już iść... - Powiedziałem zrezygnowany, podwijając rękaw koszuli by odsłonić żyłę na nadgarstku.
[Minister zdrowia i opieki społecznej ostrzega: Nadmiar wiedzy o życiu własnego kraju może być przyczyną wielu groźnych chorób!]



Komentarze
Pokaż komentarze (5)