Za każdym razem, gdy korzystam z wątpliwej jakości usług PKP, na co w dzisiejszym "Dzienniku Polskim" narzeka również Grzegorz Miecugow, fascynują mnie, krajobrazy oglądane z za okien zdezelowanego pociągu. Pełne zdewastowanych hal fabrycznych, straszących pustymi oczodołami wybitych okien. Z tkwiącymi gdzieniegdzie chorymi lokomotywami straszącymi wysypką rdzy. Wszystko to pokryte sprayem, obwieszczającym, że Magda to K****, że ktoś jest żydem, że najlepiej od tyłu... Tworzy to ponury krajobraz, kojarzący się z "Mad Maxem", lub serią Fallout. Jednak nawet w tym obrazie nędzy i rozpaczy, trafia się pozytywny akcent. Nie jestem katolikiem, ale uśmiechnąłem się lekko, gdy między swastykami, a buńczucznymi deklaracjami kibiców przeczytałem, "Jezus [tu narysowane serce przyp. GŚ] Kocham cię panie!".
Pół godziny później, może mniej, trafiłem na Katowicki dworzec, z którego teraz piszę. Wcześniej poczułem niż zobaczyłem, podchodzącego do mnie człowieka, który zapytał niemal z agresją, czy nie mam złotówki, lub papierosa. Na czerwonej, obrzmiałej od wieloletniego, zapewne, alkoholizmu twarzy widniała półprzytomna nienawiść.
Uśmiech zniknął w oparach smrodu.
Edycja: stylistyczne poprawki (były b. potrzebne)



Komentarze
Pokaż komentarze (21)