U Sekielskiego i Morozowskiego wykłócał się wczoraj Wierzejski ze Szczuką, o nową listę lektur wg Romana Giertycha. Dyskusja, ku memu zaskoczeniu, była całkiem kulturalna i przejrzysta. Wierzejski wyłożył nam, że książki z kanonu mają młodym ludziom wpajać jakieś wartości. Pani Kazimiera, z kolei, broniła edukacyjnej roli "kanonu", który ma pokazać młodym różnorodność prądów w literaturze, a nie cztery cegły Sienkiewicza. Obojgu trzeba przyznać rację i w ramach eksperymentu, zmusić do przeczytania swojego wymarzonego "kanonu", od deski do deski, przed katowaniem nim młodzieży, o której w całej tej przepychance nie pomyślano.
Na blogu pisarza, Jacka Piekary, znalazłem dziś krzyk rozpaczy. Otóż, nazywa on mieszkańców Salonu24 elitą: "Dlatego, że czytacie COKOLWIEK oraz chcecie na temat swoich lektur dyskutować". Przy czym, stawia znak równości między lewymi i prawymi, lepszymi i gorszymi, zwracając uwagę tylko na wyróżniającą się teraz - rzadką - cechę. Umiejętność pisania i czytania połączona z chęcią aby to czynić! Chęcią, która nie wzięła się znikąd, lecz zapewne z dobrej książki otrzymanej w dobrym momencie.
Może, zamiast "wartości", których wpoić się uda, jeśli nikt lektury nie przeczyta, albo walorów edukacyjnych w przybliżaniu świata literatury, który wraz z końcem szkoły rozpłynie się we mgle, kryterium doboru lektur uczynić fakt ilu młodych dana ksążka przekona do sięgnięcia po następną? Czytanie ( w przeciwieństwie do seksu ;) rozwija, więc może czas zacząć je propagować?



Komentarze
Pokaż komentarze (46)