Do niedawna, podział rząd-opozycja przebiegał prosto między PIS a Platformą. Teraz zamiast dwóch obozów dostaliśmy trzy. Zaangażowanie Aleksandra Kwaśniewskiego wyciąga lewicę z dołka, w jaki wpędziły ją lepkie łapki SLD-owskich baronów, a on sam jest wciąż postrzegany jako człowiek który godnie reprezentował Polskę na arenie międzynarodowej. Mało medialny i konfliktowy Kaczyński w tej konkurencji zdecydowanie przegrywa u apolitycznej większości społeczeństwa. Gorące spory, odbywające się choćby w Salonie24, nie przekładają się na polskie społeczeństwo, które na politykę kładzie lagę i marzy jedynie o świętym spokoju. Owocuje to poparciem dla podejrzanego konformisty, Kwaśniewskiego, w opozycji do wojowniczego Kaczora. Mimo mojej antypatii do Kaczyńskich, rosnącej ostatnio na nowo, wciąż uważam ich za ludzi uczciwych, choć często zaślepionych własną wizją Polski. O ironio! Zgadza się z tą opinią nawet symbol III RP(to sformułowanie nie oznacza, że akceptuję propagandową sztuczkę jaką jest nazwa "IV RP"). Jak to powiedział Rzepie Jan Widacki:
- Wierzę w osobistą uczciwość obu braci. Tylko ich rządy uważam za katastrofę
Efektem tej nowej polaryzacji, najbardziej stratna jest mało wyrazista Platforma, której Kwaśniewski może odebrać część centrowego i centro-lewicowego elektoratu, a tak zmarginalizowanej, PIS ma szansę uszczknąć również nieco prawicowego. Konsekwencje takiego rozwoju sytuacji były by tragiczne, zwłaszcza w kontekście pomysłu blokowania list. Pisał o tym krótko acz treściwie Krzysztof Leski:
Mali koalicjanci zapewne we własnym interesie poprą pomysł PiSu, by blokowanie list, sprawdzone w wyborach lokalnych, wprowadzić do sejmowych. Wówczas SLD stanie na niemal straconej pozycji, jeśli wystartuje osobno. Także PO łatwo policzy, ile może zyskać arytmetycznie blokując listy z SLD. Trudniej policzyć, ilu wyborców nie pojmie tego ruchu i od Platformy się odwróci. Konfrontacja arytmetyki wyborczej z partyjnym ideolo może być jednym z najciekawszych zjawisk politycznych latem 2009.
Brak porozumienia PIS z PO i niezrozumienie konsekwencji własnych decyzji może oddać Polskę i Platformę na żer lewicy pod przewodnictwem Prezia. Platformę, gdyż obawiam się, że stojąc przed analogicznym wyborem jak PIS przed koalicją z Samoobroną, Platforma może wybrać źle, jak wcześniej PIS.
Niezależnie od oceny rządów koalicji, zgodnie z polską tradycją, mało prawdopodobne jest, aby PIS z przystawkami utrzymał dominującą pozycję na polskiej scenie politycznej po wyborach 2009. Oznacza to, że ciesząc się z ewentualnego zwycięstwa nad PO, bracia będą klęczeć nad trupem Platformy, lecz przed stojącym Aleksandrem Kwaśniewskim. Zmarginalizowana przez zignorowanie wyborczej arytmetyki, lub skompromitowana współpracą z SLD Platforma będzie porażką nas wszystkich, niezależnie od politycznych sympatii-antypatii.
Wiem, że dla pewnej grupy obserwatorów Platforma jest niemalże gorsza od SLD, ja jednak, mimo jej niemocy, widzę w niej potencjał, dopóki są z nią związani ludzie pokroju Rokity, Gowina, Nitrasa, tak jak wierzę w potencjał PIS widząc Antoniego Mężydło lub Zbigniewa Kozaka. Z ostatnim z wymienionych miałem z resztą okazję porozmawiać na Kongresie Obywatelskim w Warszawie i był pierwszą osobą, która zaczęła mnie na nowo przekonywać do wizji porozumienia PO-PIS, skompromitowanej po ostatnich wyborach. Przy czym zaznaczam, że powołuję się tu na jego prywatną opinię.
Zamiast socjalistycznej iluzji Polski Solidarnej, chciałbym zobaczyć społeczeństwo (Platforma) obywatelsk(a)ie Prawa i Sprawiedliwości.
Kur... cze, naiwny jestem, nie?



Komentarze
Pokaż komentarze (59)