Wczoraj wspominałem o wątpliwej praktyce, rozpatrywania własnych wniosków przez pracowników lokalnych komórek wielickiego powiatu. Dziś okazuje się, że tendencja do bycia sędzią we własnej sprawie, jest dla wielickich samorządowców naturalna. Przed chwilą zadzwonił do mnie dziennikarz Gazety Wyborczej, pytając o sprawy opisane przez mnie wcześniej i wspomniał, że w GW ukazał się wczoraj artykuł dotyczący tych samych ludzi, którzy stworzyli "przyjazny powiat".Pozwolę sobie go streścić.
W Wieliczce na ręce samorządowcom patrzy Fundacja Rozwoju Miasta i Gminy Wieliczka. W jej władzach zasiadają związani z PiS-em: starosta, zastępca burmistrza, radni i sekretarz gminy.
Wspomniana wyżej fundacja, będąc częścią programu"Masz głos, masz wybór", stworzonego przez Fundację Batorego, miała monitorować pracę samorządowców i pilnować dotrzymania wyborczych obietnic. Fakt, że "monitorowani" kontrolują samych siebie komentuje Joanna Załuska, koordynator programu "Masz głos, masz wybór": - Złamano zasady akcji. Na pewno tak tego nie zostawimy, bo podważa to zaufanie do nas i do całej inicjatywy.
- Od czasu wyborów w fundacji wiele się zmieniło - mówi Adam Panuś, wiceprzewodniczący Rady Miasta (PiS), który również zasiada w zarządzie fundacji. Dlaczego tego nie widać choćby w KRS-ie? - Bo jest to kosztowne, a my działamy bezfinansowo. Musielibyśmy wyłożyć z własnych kieszeni jakieś 150 zł.
Jak w takim razie wytłumaczyć, że fundacja lada dzień wprowadzi się do najbardziej reprezentacyjnej kamienicy w mieście, należącej do prywatnego inwestora? - To już jest sprawa umowy między nami a właścicielami kamienicy - ucina Panuś.
Źródło cytatów: Gazeta Wyborcza



Komentarze
Pokaż komentarze (8)