Stawiam dziś kontrowersyjną tezę, że Czerwony Kapturek to bajka którą natychmiast powinno się usunąć z kanonu dziecięcych lektur. Przecież Kapturek jest czerwony, a wilk komunista! W tym kraju dzieci nie powinny czytać takich bezeceństw.
- Jak to, wilk komunista? Przecież, nie on jest „czerwony”?! – zakrzyknie zdziwiony czytelnik.
A jednak. Czerwony Kapturek to naiwne dziecię naszych czasów. Dziecię z lekkim kompleksem niższości. Obśmiewane przez rówieśników każdego roku, pierwszego kwietnia, gdyż daje się nabierać na najgłupsze dowcipy. Kapturek kompensuje sobie wywołane tym kompleksy jaskrawym, czerwonym kubraczkiem, nieświadomy, że w lesie bezpieczniej się maskować. Wilk jako zatwardziły komuch z dziada pradziada, zna tą prawdę, stąd też kryje się w babcinej skórze. Wszak łatwiej z pozycji autorytetu, podejść chyżą wnuczkę-socjalistkę. Dzięki temu można uniknąć męczącej pogoni i zjeść w spokoju. Leniowi nie tylko nie chce się na posiłek zapracować, ale nawet za nim gonić. Komuch? Jasne, że komuch!
Dopiero puenta przywołuje jakąś pozytywną postać. Bogatego kapitalistę, wyzyskiwacza biedaków, który dzięki cudzej krwawicy kupił sobie porządną fuzję. Za pomocą tejże, dziurawi wilczy zad, ratując babcię i kapturka, który wstrząśnięty tym zdarzeniem zaczyna czytać Friedman’a i chadzać z leśniczym na polowania. Wilków wszak jest jeszcze sporo…
(Ale o tym autor bajki, pożyteczny idiota, już nie wspomina…)



Komentarze
Pokaż komentarze (7)