Mam prawo wiedzieć! Komu mogę z czystym sumieniem podać rękę, kogo zignorować, na czyj widok odwrócić się z niesmakiem. Mam prawo! Rozróżniać, tych którzy pozostali nieugięci, brutalnie złamanych, oraz tych którzy się sprzedali jak ostatnie... damy negocjowalnego afektu. Jednak w momencie, gdy tą prawdę mi się dawkuje zgodnie z rytmem politycznych potrzeb czuję się oszukany, zmanipulowany! Kilkukrotnie już zżymałem się, gdyż "wycieki" z IPN są tak regularne, że trudno wierzyć w ich przypadkowość. Ale wyciek - dwa dni - po pojawieniu się tematu w mediach to kuriozum, to jest bezczelność. Gdzieś na tym tonącym okręcie jest dziura wielkości ruskiego tanka IS-2 "Stalin".
Chcę znać każde nazwisko z "listy pięciuset", wraz z uzasadnieniem, czemu się tam znalazło, lecz gdy po z kolejny ktoś sobie robi jaja z prawa, pokazując wyraźnie wszystkim obywatelom, że przepisy niewygodne można ignorować, czuję się nieswojo. Za wiedzę, której pragnę, możemy wszyscy słono zapłacić. Ktoś ma tu własne Prawo - cel uświęca środki. Sprawiedliwość zaś leży blada i zakurzona - nieboszczka - wraz z kwitami, opuszczana przez kolejnych wyznawców, zdegustowanych tą szopką.
Wątpliwej jakości wypociny posła Mularczyka były pierwszym gwoździem do trumny prawdziwej, pełnej lustracji. Teraz wbija się kolejny. Udowadniając, że jedyna rola sławetnych teczek to straszak na politycznych przeciwników. Kto po tym "przecieku" będzie wciąż wierzył, że celem lustracji jest ujawnienie historycznej prawdy i napiętnowanie sprzedawczyków?



Komentarze
Pokaż komentarze (33)