W moje lepkie łapki trafił właśnie numer "Wprost", którego główną atrakcją są cycki Angeli Merkel. Niestety, jako że gustuję w nieco młodszych paniach, nie doceniłem walorów estetycznych tego zgrabnego fotomontażu. Poza tym, "macocha europy" ma już dwoje adoratorów, którym za nic nie chciałbym wchodzić w paradę.
Zainteresował mnie za to artykulik Roberta Leszczyńskiego, w którym znęca się nad Shrekiem. Jestem wielkim sympatykiem tego upierdliwego ogra - chyba przez wzgląd na jego poczucie humoru - więc natychmiast się we mnie zagotowało. Jednak, nawet złość nie przyćmiła zdziwienia, w jakie wprawił mnie autor - ładnie wpisując się w ideową linię "Wprost". Aby daleko nie szukać przytoczmy puentę artykułu: "cała ta rasowo-seksualna mniejszość daje łupnia pięknym "normalsom" ". Sens jest jasny - Shrek to zakamuflowana reklamówka obmierzłego liberalizmu obyczajowego, a główny bohater to tylko pretekst dla promocji seksualnych zboczeń, tolerancji rasowej i innych takich tam pierdół. Bo w filmie: "...obowiązuje żelazna zasada: wszyscy ludzie są idiotami i są źli. Dobrzy są tylko inni odmieńcy". Szukając politycznego klucza Leszczyński posuwa się do stwierdzenia: "Kot w Butach jest ukłonem w stronę mniejszości latynoamerykańskiej".
Dla Leszczyńskiego symptomatyczne było, że Eddie Murphy(osioł) jest - O horrendum! - "kwintesencją murzyńskości", a Banderas(kot-morderca) to stereotypowy "latin lover". Stringi Pinokia to dla Leszczyńskiego dowód, że ów jest gejem kojarzącym się mu z... Michelem Jacksonem. Analizując dalej postaci występujące w Shreku, dochodzi do wniosku, że wilk nieprzypadkowo chodzi w ciuchach babci i z przekąsem wspomina o "uroczym" barmanie-transwestycie.
Kusi mnie aby kontynuować ten tok myślenia.
Leszczyński nie zwrócił zwrócił wszak uwagi, na fenomen wydłużającego się nosa, a przecież falliczna symbolika jest tu jasna! A osioł w przeciwnym naturze związku ze smoczycą? A moment, gdy kot zgrywa sie na "ósmego pasażera Nostromo"? Niejednokrotnie udowadniano już, że postać obcego jest zbudowana na Freudowskiej wizji seksualnych lęków - sprowadzającej się do stwierdzenia że każde nasze działanie ma związek z nasza bądź cudzą d...ą (nie mam tu na myśli dumy...)? Idąc jeszcze dalej należało by się zastanowić, czy podejrzany związek królewny z siedmioma krasnoludkami nie jest przypadkiem propagowaniem rozwiązłego trybu życia? Czy Syrenka w nowej wersji starej bajki nie powinna żyć wśród swoich, co Leszczyński sugeruje Shrekowi?
Podsumowując niezbyt bajkowo: Nie można przecenić wpływu redakcji na poglądy niektórych publicystów, bardzo płynne w zależności od tego kto im aktualnie płaci. Taka refleksja naszła mnie, gdy pewien gość programu pana Pospieszalskiego naskrobał artykuł do "Życia Warszawy". Natury różnicy w przedstawianych poglądach łatwo się domyślić. Czyżbym znowu miał okazję obserwować podobną metamorfozę? A może pod wpływem Marka Króla Mop-men przeszedł na jasną stronę mocy i zrozumiał dawne błędy? Co myślicie?



Komentarze
Pokaż komentarze (19)