PIS nie krył nigdy swojej socjalnej wizji państwa, z której uczynił sztandarowy postulat obok lustracji. Jednak, gdy lekarze oraz pielęgniarki postanowili zażądać swojej części wzrostu gospodarczego "Polski Solidarnej", zostali potraktowani jak upierdliwi petenci - premier nie chciał z nimi rozmawiać, co zaszkodziło wizerunkowi PIS. A ten błąd uważam za wynik arogancji - nie politycznej kalkulacji. Następnie zaatakowano strajkujących, jako inspirowane przez opozycję narzędzie polityki - co było taktyką nieskuteczną, bo wyświechtaną przez ostatnie dwa lata. Opozycja naturalnie starała się wykorzystać ten protest dla zbicia kapitału politycznego. Czy jednak go zainspirowała? Albo, czy wyborcy w to uwierzyli? Najrozsądniejsza z tego wszystkiego była próba przeczekania, gdyż pierwsze ofiary powodują, że presja społeczna na strajkujących jest większa, niż na PIS ze względu na zemdloną pielęgniarkę. Teraz jednak groźba odejścia Religi zmusiła rząd do konkretnych działań, a Ludwik Dorn podczas trwania negocjacji kłuje(po co?) w oczy strajkujących podwyżkami dla urzędników, oraz zakupami DVD, samochodów, klimatyzatorów. W międzyczasie, PIS pozbawia się kolejnego po Sikorskim fachowca - Kaczyński "kończy znajomość" z Zalewskim... za nielojalność, irytując nawet zwolenników PIS. Pojawiają się spekulacje, czy za Zalewskim nie "poleci" minister kultury Ujazdowski, który poza kłótnią z Romanem Giertychem mógł się narazić broniąc Zalewskiego. Mimo że to nie wielki kryzys, lecz symptomy rozwijającej się choroby to bezkompromisowość braci, która wyniosła ich na szczyt, coraz bardziej uderza w fundamenty tego co stworzyli.
Na tle tego wszystkiego, oglądamy pijanego radnego PIS, co wziął przykład z kolegów z Platformy, oraz posła Markowskiego, który prawdopodobnie skłamał w oświadczeniu majątkowym. Jest też minister co lubi przecinać wstęgi i nieśmiertelna Fotyga. Samoobrona po cichutku pracuje nad swoimi "poprawkami" do prawa pasowego, zarzynając wciąż ministerstwo pracy i rolnictwa, a nie chcąc zostać w tyle, Giertych zdradza ambicję zostania... marszałkiem, oraz chwali się sukcesami(?!). Efektem tego wszystkiego, czując skąd wiatr wieje, koniunkturalista Tusk najwyraźniej puszcza oko do Lewicy i Demokratów, na co Kwaśniewski stwierdza, że widziałby Rokitę jako premiera...
Czy naprawdę nie chcemy stąd uciekać? Ja zaczynam mieć wątpliwości.



Komentarze
Pokaż komentarze (27)