Szanowni Państwo,
Ostatnie wydarzenia na autostradzie A4 przykryły zarówno Bolka jak i panią Anders, no ale nie ma się czemu dziwić, bo w końcu chodzi przecież o pierwszego narciarza RP, choć nie o Małysza tym razem.
Wczoraj napisalem na ten temat na gorąco, więc dziś czas na wpis na zimno.
Po pierwsze zwracam uwagę na pojawienie się nowych hipotez wypadkowych i jedną z nich przedstawił znany komuszy antyterrrorysta, pan Dziewulski. Otóż twierdzi on, że opony stosowane w takich autach jakim poruszał się pan Prezydent, pozwalają nawet w razie awarii na zachowanie toru jazdy samochodu, nawet przy dużych prędkościach. Sugeruje on więc, że być może (o ile opony były prawidłowe) błąd popełnił kierowca, "łapiąc" lewą stroną pobocze, co doprowadziło do postawienia samochodu bokiem i w następtwie tego do uszkodzenia opony, poprzez zerwanie jej z felgi, bo żadna opona nie jest w stanie wytrzymać takiego bocznego nacisku.
Proszę zwrócić uwagę, że ta hipoteza jako żywo przypomnia zwalanie winy na pilota Tupolewa, podczas gdy przecież wszyscy wiemy, że zarówno piloci jak i kierowcy prezydenccy to elita elit, czyli osoby nie popełniające błędów, a już na pewno nie w pracy.
Jednak nie można przejść nad nią do porządku dziennego, szczególnie wówczas, gdy okaże się, że zachowano wszystkie procedury, opony były atestowane, a samochód sprawdzony przed wyjazdem na narty.
Co prawda rajdowiec Kuchar wczoraj zachwalał kierowcę twierdząc, że zachował się wzorowo, ale co on tam wie, przecież nie prowadzi opancerzonych, 3 tonowych limuzyn.
Pamiętamy jednak, że premier Miller też chwalił pilota śmigłowca, który spadł, a potem się okazało, że zapomniał on włączyć układu antyoblodzeniowego, co spowodowało wylączenie silników.
Jeśli tak do tego podejść, to oczywiście kolejną kwestią jest, czy zbadano kierowcę alkomatem i na obecność substancji odurzających w organizmie. Warto by było też ustalić, od kiedy ma prawo jazdy i ile uzbierał w tym czasie punktów karnych, choćby za przekroczenie szybkości.
Jeśli jednak śledztwo wykaże, że nie ma winnego i że była to zwykła "złośliwość" przedmiotu martwego, to pozostaje nam tylko radować się, że nasz pan Prezydent żyje, być może dzięki swojej głębokiej wierze i dzięki uratowaniu w swoim czasie hostii.
Pojawiają się tu i ówdzie głosy, że ten wypadek dowodzi, że Dobra Zmiana nie dotarła jeszcze do BOR, ale przecież pan Kaczyński mówił, że potrzebuje 2 kadencji, a tymczasem minęło dopiero nieco ponad 100 dni.
Poza tym, dlaczego niby miałby reformować Biuro Ochrony Rządu, skoro w rządzie nie jest, a ochrania go zupełnie inna jednostka ?
Oczywiście konieczne będzie wyciągnięcie jakichś wniosków na przyszłość z tego wypadku, bo w przeciwnym razie pójdzie fama na cały świat, że Polska nie potrafi chronić swoich najważniejszych obywateli, a to przecież jawna zachęta dla wszelkiej maści terrorystów i obcinaczy głów, nawet amatorskich.
Jak znam życie i pana Błaszczaka (choć nie osobiście), to jakieś głowy pewnie polecą i być może nowym szefem BOR zostanie ktoś zupełnie nie związany z branżą, bo tylko ktoś taki gwarantuje odcięcie się od starych układów i prawdziwą, Dobrą Zmianę.
Jeśli miałbym kogoś sugerować, to proponowałbym może panią Anders, córkę generała, więc jest duża szansa, że tradycje rodzinne pozwolą jej szybko wdrożyć się do nowych zadań, które postawi przed nią pan prezes.
Gdyby jednak nie wykazała entuzjazmu, to może pani Szczypińska? Choćby dlatego, że jakby trochę mniej o niej słychać, a przecież nie zrobiła niczego złego.
W ostateczności można by na okres próbny zatrudnić red. Gadowskiego, który nie tylko zna różne tajemnice wojskowe (pijał przecież z generałami z musztardówki), ale również podobno zna karate. Ta kandydatura budzi jednak pewne wątpliwości, bo nikt przecież nie może zagwarantować, że pan red. nie napisze kiedyś na ten temat książki.
A tak w ogóle, to moim zdaniem BOR jest do likwidacji, a powinno się przywrócić UOP, gdyż należy chronić całe państwo, a nie tylko rząd. Tym bardziej, gdy zamiast rządu mamy nierząd.
Dodatkowo skrót UOP można odczytać jako Urząd Ochrony Prezydenta i to też jest niewątpliwą zaletą.
Warto wiedzieć, że wciąż żyje i ma się świetnie jeden z bylych dowódców UOP, człowiek zaufany i na szczęście nie fizyk z brodą, tylko chemik ogolony:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Naimski
Myślę, że z pocałowaniem ręki min. Błaszczka podjąłby się wskrzeszenia tej instytucji, ku chwale ojczyzny.
W jeśli ktoś woli kudłatych, proszę bardzo:
Poszedłem do UOP, bo z pozycji anarchizującego punkowca nie da się bronić wolności ojczyzny. Do tego doszła pokusa przygody. I jeszcze chęć zemsty – opowiada Piotr Niemczyk, opozycjonista i pacyfista, który na początku lat 90. został funkcjonariuszem Urzędu Ochrony Państwa.
http://polska.newsweek.pl/piotr-niemczyk-o-poczatkach-uop-na-newsweek-pl,artykuly,284832,1.html
A to jeszcze jeden argument, przemawiający za reaktywacją:
W kwietniu 2004 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że wszystkie artykuły ustawy likwidującej UOP, które zostały zaskarżone przez opozycję m.in. PiS, są niezgodne z Konstytucją RP.
To tyle, co przychodzi mi do głowy po śniadaniu, w skład którego wchodzila również jajecznica, zupełnie jak 10 kwietnia.
D.K.


Komentarze
Pokaż komentarze (19)