Szanowni Państwo,
Było do przewidzenia, że teczki to broń obosieczna.
Właśnie czytam, że wyciągnięto jakąś na pana Zelnika, zupełnie lekce sobie ważąc fakt, że gdyby nie on, Polska nigdy nie miałaby swojego Faraona.
Ciekawostką jest, że pan Zelnik powierzył sprawdzenie swojej teczki redaktorowi Gmyzowi, zapewne niechcąc własnoręcznie babrać się w kupie (papierów).
Tłumaczy się głównie młodym wiekiem :
– Tak, tak, od razu pani powiem, że te dokumenty w tej chwili ogląda - ja tam dzieckiem prawie byłem, miałem 18 lat - i analizuje redaktor Cezary Gmyz. Będzie odpowiedź w poniedziałek, za tydzień – powiedział Jerzy Zelnik dziennikarce „Gazety Wyborczej".
A tak wyjaśnia sprawę Onetowi:
- Coś tam było w zamierzchłej przeszłości, kiedy dopiero co dostałem dowód osobisty. Zrzucam to na karb wówczas kompletnej niedojrzałości - mówi Onetowi Jerzy Zelnik o doniesieniach, że w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej ma się znajdować teczka z dokumentami dot. jego kontaktów ze służbami PRL datowanymi na lata 60.
Na szczęście za dwa lata mocno już dojrzał:
Uznanie zdobył podwójną kreacją pragnącego przeprowadzić reformy następcy tronu a następnie faraona, Ramzesa XIII, i rozszalałego Lykona w ekranizacji powieści Bolesława Prusa Faraon (1965) w reżyserii Jerzego Kawalerowicza, za którą otrzymał swoją pierwszą wypłatę.
Co do tej pierwszej wypłaty w wieku 20 lat to ta informacja może się nie potwierdzić, gdy znajdą się jakieś bezpieczniackie powkitowania, bo gdzie jest powiedziane, że SB nic nie zapłaciła panu Zelnikowi, gdy już miał ten dowód, a może nawet i wcześniej, gdy był jeszcze niepełnoletni. Jeśli nawet nie gotówce, to może w naturze, co nawet dzisiaj jest dość powszechną praktyką, choćby u młodych galerianek.
I Ja też wam powiadam:
Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam (w IPN tym bardziej). Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą.
A Bolesaw Prus tak pisał w Faraonie:
Ludzie zawsze smucą się lub cieszą i nie ma takiej godziny, gdzie by ktoś nie śmiał się lub nie wzdychał. Cały zaś bieg historii polega na tym, że gdy więcej jest radości między ludźmi, mówimy – państwo kwitnie, a gdy częściej płyną łzy, nazywamy to upadkiem.
Jak więc widzimy, przewidział czas rządów PiS, choć taki z Kaczyńskiego faraon, jak z Dudy prezydent i jak z żuka gnojnego skarabeusz, no ale z drugiej strony Wisła to nie Nil, więc trzeba przykładać do wszystkich porównań właściwą miarę.
D.K.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)