Właściwie od pierwszego dnia po katastrofie smolenskiej wszyscy jesteśmy zalewani nader pochlebnymi opiniami o byłym prezydencie panu Lechu Kaczyńskim, o jego wielkim umyśle, niezłomności charakteru, patriotyzmie, niesamowitej elokwencji, nieskazitelnej prawości czy wrażliwości na krzywdę ludzką a ponadto o wielkim umilowaniu jego osoby przez Polaków. Na początku pomyślalem sobie - ok, w polskiej tradycji charakterystyczne jest to, że źle się nie mówi o zmarłych, ale skąd w mediach tyle tak nieszczerego zachwytu nad tym prezydentem?
Początkowo przypisywałem to ogólnemu, zbiorowemu szokowi jaki ta katastrofa niewątpliwie wywarła na całym społeczenstwie. Sam zapaliłem znicz przy bramie Pałacu Prezydenckiego tamtego dnia bo rozumiałem że stało się coś okropnego, zginęło tak wiele osób w tym prezydent mojego kraju więc stałem tam i też przecież współtworzyłem ten tłum choć nigdy nie uważałem by był to dobry prezydent.
Dla mnie osobiście to była fatalna prezydentura i to od pierwszego "Melduję wykonanie zadania" po ostatnie hipotetyczne "ląduj dziadu!". Choć te drugie zdanie, będące parafrazą słynnej wypowiedzi wówczas kandydata na Prezydenta Warszawy do przedstawiciela swojego elektoratu, najpewniej nie zostało użyte tamtego feralnego poranka to jednak presja na pilotów wywolana pamiętnym lotem do Gruzji i jego konsekwencjami między innymi w postaci zapytania posła Gosiewskiego w kwestii nagradzania tchórzliwych pilotów niewątpliwie była.
Po kilku dniach eskalacji tej specyficznej żałoby, kiedy telewizja publiczna pokazywała tłumy osób oddających hołd ciału prezydanta, a perspektywa złożenia zwłok na Wawelu była już nieuchronna zrozumialem, że to nie spontaniczny szok a raczej misterny plan by na fali tej wielkiej tragedji wykorzystując ludzkie emocje tak posterować biegiem dalszych wydarzeń by wykreować mit bohatera i wykorzystać w politycznej walce o Polskę.
W moich oczach jednak pozostanie on prezydentem narodowej niezgody. Pamietam jak bardzo wspierał koalicyjne rządy PIS-Samobrona-LPR wprowadzające w życie idee IV Rzeczpospolitej, o których nawet PIS wstydzi się dzisiaj mówić. Efekciarstwo za wszelką cenę. Niszczenie ludzi w światłach kamer jak choćby konferencja prasowa na której pokazane jest zatrzymanie doktora w szpitalu, jednego człowieka bez broni, przez grupę antyterrorystyczną - komandosów w kominiarkach i słowa "nikt już przez tego pana życia pozbawiony nie bedzie" a potem żenująca prezentacja rzekomych łapówek czy tragicznie zakończone wejście do domu posłanki Blidy. Wszystko robione pod publikę dla sondażowych słupków bo jak zostało powiedziane przez jednego z posłów PIS (chyba przy okazji tzw. "dziadka z Wermachtu") "Ciemny lud to kupi". Do tego dochodzą jeszcze afery wokół samego wicepremiera Leppera (nie wnikając w to jak on został wicepremierem i dlaczego). Dla mnie to były najciemniejsze karty naszej najnowszej historii a pełniacy wówczas urząd Prezydent Kaczyński nie tylko na to zezwalał ale wręcz to wspierał.
Dlaczego wymaga się od nas Polaków abyśmy na siłę tego prezydenta kochali? Dlaczego pakuje się go na Wawel? Tak zginął tragicznie w katastrofie lotniczej ale nie mówmy o męczeńskiej czy bohaterskiej śmierci. Nie odmawiajmy osobom krytykującym tą prezydenturę prawa do czucia się prawdziwymi Polakami i na litość Boską nie stawiajmy ich w szeregu razem z ZOMO.
Komentarze
Pokaż komentarze (8)