Pamiętam jak dokładnie rok temu po przegranych wyborach prezydenckich Jarosław Kaczyński zatrząsł fundamentami PIS’u przyznając się że nie do końca panuje nad partią i jej strategicznymi decyzjami gdyż jego funkcjonowanie uzależnione jest od silnych prochów. Wówczas też rozprawiał sie ze swoją mniej radykalną frakcją "rozłamowców" zrzucając przy okazji na ich barki swoją osobistą wyborczą porażkę. Wyglądało na to, że pan Kaczyński popchnął pierwszy klocek domina co finalnie i nieodwracalnie miałoby unicestwić jego partię. Przyznam że cieszyłem się z takiego obrotu sprawy co znalazło odzwierciedlenie w mojej notce "Chocholi taniec dobiega końca!" (link: ananas.salon24.pl/248450,chocholi-taniec-dobiega-konca ) z 10 listopada 2010r.
PIS jednak przetrwał ten ciężki okres, wzmocnił się i dopiero niedawna porażka w kolejnych wyborach (parlamentarnych) wstrząsnęła partią niezastąpionego prezesa tak bardzo że jej obecna kondycja wydaje się być jeszcze gorsza niż to wyglądało przed rokiem. Prezes (na proszkach czy też nie) wyraźnie stracił wigor, sprawia wrażenie osoby przybitej, nie wiedzącej co ma dalej robić. Tymczasem pojawiają się nowi "rozłamowcy". Ci są silniejsi i tym razem trudno zrzucić na nich winę za wyborczą klęskę. Można powiedzieć że pomagali niewystarczająco i wybiórczo ale przecież nie ustawili całej kampanii i nie dopisali do książki wybitnego autora obraźliwych insynuacji pod adresem kanclerz Merkel...
Przyznam że tym razem sytuacja w PIS mnie nie cieszy a i ubiegłoroczny optymizm wydaje się teraz dość naiwny bo cóż da nam dzisiaj upadek PIS-u? Póki wypalony Kaczyński skupia wokół siebie większość chrześcijańsko-konserwatywnej (przecież wcale nie małej) części naszego społeczeństwa trwa marazm tego środowiska. Koniec Kaczyńskiego stworzy miejsce dla świeżych, kreatywnych i żądnych sukcesów następców, którzy trafią na wygłodniały i podatny grunt osieroconych przez prezesa PIS'u fanatyków bo przecież oni wciąż są a polityka tak jak przyroda nie lubi próżni.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)