Tak się złożyło, że było coś za coś.
Najpierw Familiada, po negocjacjach, potem United versus City w Premiership, a potem serial, który …odpuściłem.
Wreszcie zaproponowałem spacer, ze spanielem, po łąkach i lesie, tak, aby zdążyć na drugą połowę Chelsea – Tottenham ( to był podstęp), bo chciałem uniknąć wieczornej pozycji TVN, pod tytułem „Taniec z Gwiazdami”.Plan na tym etapie powiódł się. Niestety o dwudziestęj pękły złudzenia jak bańka mydlana.
To właśnie wtedy, po dwudziestej, w każdą niedzielę jestem skazany na banicję.
Bez żony, bez wiadomości i sportu w telewizji. Podstęp był jednak lichy w odczuciu mojej żony i bezdyskusyjnie zostałem skazany na net, któremu dziś poświęciłem aż za dużo czasu.
Pomyślałem: niech to będzie aktem dobrej woli z mojej strony i oglądniemy razem to widowisko… ( w podtekście – coś z tego wyszarpię jutro;) ).
Nie powiem, zgrabne to. Muzyka skoczna, komentarze dowcipne, publika zadowolona. GIT, jak mówią ponoć młodzieżowcy.
Ładne dziewuchy, żona mówi, że gwiazdy (?), fajni faceci. Niezły ruch na parkiecie ( tak na oko, bo się nie znam), no i ten uśmiech i optymizm. Full zabawa jednym słowem.
To jury też niezłe, dowcipne i rozpoznawalne… w części. Taki Wodecki, hmm… klasa światowa, jakaś Iwona Pavlovic (żona powiedziała), Beata Tyszkiewicz (ukłony), no i kurde, ktoś tam, kogo znam z widzenia, a nie zapamiętałem.
Wszystko ładne dla oka i takie odprężające…
Wszystko byłoby fajne i może dotrwałbym do końca, ale całe to moje pozytywne wrażenie zniszczył w jednym momencie gruby, obślizły łysol z idiotycznym wyrazem twarzy, który doprowadzał pary po tańcu przed oblicze jury. Całe to cukierkowe, przyjemne wrażenie zniszczył ten „dzwonnik z Notre Dame”.
Zażądałem od żony rekompensaty za stracony czas i zmuszenie mnie do negatywnych doznań estetycznych. Powiedziałem, że satysfakcji oczekuję niekoniecznie dziś ;) – jutro mają być zakupy…
Niestety, żona nie podjęła tematu.
Napisałem notkę, na znak protestu




Komentarze
Pokaż komentarze (12)