Znamy się od ponad 25 lat.
Człowiek z Cieszyna, ewangelik, dawniej. Od samego początku naszej znajomości ateista i sympatyk lewicowych poglądów. Utalentowany ponad miarę, taki żywy umysł.
Tak naprawdę, to poznaliśmy się w 1982 roku. On już na etacie, a ja jeszcze stażysta. Taki bezpośredni, otwarty umysł. Awansował szybko. Nie można powiedzieć, że po linii, trzeba napisać, że konkurencji w owym czasie nie miał. Był tak samo jak ja inżynierem, a w dodatku należał do PZPR. To wystarczało na te czasy.
W roku 1999 został kierownikiem działu.
Łączyła nas wspólna namiętność, którą była muzyka. Wymienialiśmy między sobą płyty oraz spędzaliśmy niemało czasu na rozmowach o muzyce. Nie łączyła nas zależność służbowa, bo pracowaliśmy w różnych działach. Był osobą kontrowersyjną, by nie powiedzieć, zastanawiającą. Lubił alkohol.
Gdy się użynał, wstępowała w niego bestia. Nie bluźnił na polityków, kolegów, nieprzychylnych mu komentatorów, czy na kogokolwiek innego.
Odmawiał wtedy jakiejkolwiek czci katolikom. Nie przebierał w epitetach, nie przebierał w poniżaniu mu podwładnych osób, stawał się bestią. Potrafił rzucać przedmiotami o ścianę. Potrafił tarmosić podwładnych, bełkocząc pod nosem . Bano się go. To były lata dziewięćdziesiąte.
W jego biurze, na eksponowanym miejscu w meblościance, ustawione było popiersie Lenina. Tak dla jaj, jak sam o tym fakcie mówił .
Tylko, że on codziennie pluł na tę łysinę Lenina, a potem wycierał ją troskliwie chusteczką higieniczną, żeby się błyszczała.
Na biurku miał dwie gazety. Nie Urbana oraz Gazetę Wyborczą Michinika. To było sakrum.
Nasze stosunki pogorszyły się dramatycznie w kuriozalnym, można by powiedzieć momencie. Pożyczyłem od niego składankę zespołu „Them”. Nieopacznie gdzieś mi zaginęła. Poszedłem, żeby mu powiedzieć, że kupię i mu dostarczę…
On był wtedy trzeźwy…
… o mało nie wywalił mnie za drzwi biura i nie pobił ! Nie chciał wyjaśnień.
Dowiedziałem się zaś, że jestem wszawym katolikiem.
To wtedy właśnie pomyślałem, że jest opętany…
c.d.n.


Komentarze
Pokaż komentarze (12)