Nie mam zamiaru komentować dzisiejszej „debaty” Rostowskiego z Balcerowiczem w kategoriach merytorycznych, bo zapewne sprowadziłbym sam siebie do poziomu niezrozumiałego, liberalnego bełkotu, którzy obaj panowie dziś zaprezentowali przed kamerami telewizji, w czym pomagali im dwaj publicyści, którzy zdawali się być wzięci z jakiejś innej planety, gdzie walki kogutów są dominującą rozrywką.
W tej wymianie zdań, insynuacji i pozornych uprzejmości, zabrakło człowieka. Zabrakło normalnego obywatela tego Państwa.
Na kuriozum zakrawa zdanie wypowiedziane przez Rostowskiego, że to on jest większym liberałem niż Balcerowicz.
W tym tkwi właśnie sedno całego tego przedstawienia.
Obaj panowie zatracili gdzieś tam po drodze podmiot swoich dywagacji, którym jest człowiek. Po naszemu, mieszkaniec Polski.
Ani obecny minister, ani były, Balcerowicz, nie zatroskali się nad nami, obywatelami. Spór poszedł o przyszłość. Przyszłość, której nikt z nich nie jest w stanie tak naprawdę sprecyzować. Spór poszedł o przyszłość w imię teraźniejszości. Zabierzmy tym z przyszłości i dajmy tym dziś. Liberalizm jakoś to wytłumaczy. Może ustami Rostowskiego, może Balcerowicza.
A ja pytam o kwiecień, listopad… tego roku.
Myślę, że ta debata była potrzebna o tyle, że pokazała, iż liberalizm niczego nie rozwiązuje. Wprost przeciwnie.
Liberalizm żąda ofiar od zawsze. Jeszcze nikomu nie oddał tego, co zabrał.
Przykłady ?
Chile, Boliwia – za Balcerowiczem, który kompletnie się pomylił.
Rostowski był bardziej ostrożny. Przynajmniej nie szukał przykładów .
Chyba jest dalej do" przodu" od Balcerowicza.
Tworzy coś, czego świat jeszcze nie doświadczył. Rozliczą go po jego śmierci.
... a miało być o OFE....


Komentarze
Pokaż komentarze (6)