Zebe Zebe
490
BLOG

Polska w pakcie Euro-plus... tylko po co ?

Zebe Zebe Polityka Obserwuj notkę 9

 

Chcemy wziąć udział w pakcie Euro Plus - powiedział dziś Donald Tusk, po zakończeniu dwudniowego szczytu Unii Europejskiej w Brukseli.
Euro Plus to antykryzysowy mechanizm ratowania w krajów strefy euro, oraz pakt na rzecz zwiększenia konkurencyjności euro. Kraje strefy euro uczestniczą w tym mechanizmie obligatoryjnie. Kraje spoza strefy otrzymały możliwość dobrowolnego przystąpienia do niego.
 
Do realizacji planu dążyły Niemcy i Francja, gdyż to oba te kraje ponoszą największe koszty związane z ratowaniem poszczególnych gospodarek w Eurolandzie. Dziś udało się im wciągnąć w „partycypację” tych kosztów pozostałe kraje strefy euro oraz  kilka krajów spoza strefy.
 
Zdecydowały się na ten krok  Dania, Bułgaria, Polska oraz Litwa i Łotwa. Te dwa ostatnie kraje są w korytarzu ERM2 i de facto nie miały innego wyjścia. W Szwecja zaś przeciwna paktowi jest opozycja parlamentarna.
Zdecydowane „nie” dla paktu powiedzieli Czesi i Węgrzy.
 
Parę słów o Polsce.
 
Gazeta Prawna zapytała o opinię Cinzi Alcidi z Centrum Europejskich Studiów Politycznych:
 
Czy Polska i inne kraje spoza unii walutowej powinny przystąpić do paktu na rzecz euro?
Raczej nie. Pakt ma rozwiązać problemy krajów południa Europy, których gospodarki przestały być konkurencyjne. To nie dotyczy Polski, która rozwija się szybko. Premier Tusk będzie miał kłopot z przekonaniem opinii publicznej do wdrożenia trudnych reform, które będą wymagane przez pakt.
Donald Tusk twierdzi, że w ciągu kilku lat Polska będzie należała do unii walutowej i powinno jej zależeć już teraz na umocnieniu strefy euro.
Tyle że pakt w niczym tej strefy nie umocni. Euroland przeżywa kryzys długu: zarówno banków, jak i budżetów państw. A pakt tego nie dotyczy. Jest jak środek nasenny, który nie leczy przyczyn choroby.
Tusk wskazuje, że będzie uczestniczył w corocznych szczytach krajów Eurolandu i miał wpływ na ewolucję unii walutowej.
To iluzja. O wszystkim będą nadal decydować Niemcy i Francuzi. To oni mają pieniądze, od nich zależy stabilność strefy euro. Inni muszą się im podporządkować.
Premier Czech uzasadnia odrzucenie paktu tym, że doprowadzi on do harmonizacji podatków od zysków firm.
Na razie w pakcie jest tylko mowa o ujednoliceniu metodologii obliczania podatku. Harmonizacja stawek spotka się z oporem wielu krajów, bo system fiskalny w Unii jest odmienny. Więcej: w wielu krajach jak Belgia czy Niemcy są odmienne stawki CIT zależnie od regionu.
Pakt zagraża spójności jednolitego rynku, jak przestrzega David Cameron?
Zapisano w nim wiele inicjatyw, które powinny być przeprowadzone na poziomie całej Unii, a nie strefy euro, bo nie mają bezpośredniego wpływu na kondycję wspólnej waluty, jak np. wzajemne uznawanie dyplomów uniwersyteckich. Jeśli inicjatywy te zostaną wdrożone, spójność jednolitego rynku będzie zagrożona.
 
Są jednak inne  czynniki, które tak naprawdę determinują  stanowisko Donalda Tuska w kwestii przystąpienia do paktu.
Tym czynnikiem jest realna groźba wdrożenia przez Komisję Europejską procedury nadmiernego deficytu  drugiego stopnia  oraz przepadek ok. 50 mld euro środków z UE w wyniku zaniedbań i niedotrzymywania unijnych terminów.
 
Ostatnim wreszcie czynnikiem, który determinuje postawę Tuska jest ultimatum, które postawiła KE Polsce w kwestii zejścia na koniec tego roku z deficytem w stosunku do PKB w granice 3%. To zadanie niemożliwe do zrealizowania w tym roku o czym sam Tusk wraz z Rostowskim poinformowali licząc na złagodzenie stanowiska Komisji Europejskiej.
Jedynym sposobem na przekonanie Komisji Europejskiej co do szczerych chęci  Rządu oraz woli reform, jest zaprezentowanie budżetu na rok 2012. Myślę, że to jednak KE wymogła na rządzie Tuska.
Dziś też dowiadujemy się, że rząd pracuje nad budżetem na rok 2012 i chce go przeprowadzić w Sejmie jeszcze przed lipcem.
 
Termin jest wysoce niewygodny dla rządzących, bo to, czego Tusk tak bardzo chciał uniknąć prze jesiennymi wyborami, czyli prezentacji planu bolesnych reform, zostanie opinii publicznej zaprezentowane wczesniej.
Tusk ma więc problem, jak ewentualne niepopularne decyzje zamienić w kolejny sukces. Zapewne odpadnie argument, którym szermuje opozycja, że Tuska nie stać na reformy.
Jaką cenę jednak zapłacą rządzący za „chwilę prawdy”, ocenimy po opublikowaniu założeń do budżetu.
 
DGP pisze, że rząd zamrozi płace urzędników, skalę PIT, pod znakiem zapytania stoją podwyżki dla nauczycieli.
Szykuje się gorąca debata. Zapowiadanym oszczędnościom towarzyszą szybko rosnące ceny, a z nimi presja na podwyżki i dodatkowe świadczenia. Rząd nie może ulec żądaniom, bo każdy wydatek analizowany jest przez Brukselę grożącą nam sankcjami. Z drugiej strony ciężko będzie trzymać wydatki w ryzach przed wyborami.
Rząd, konstruując budżet na 2012 rok, jest w niezwykle trudnej sytuacji. Z jednej strony musi dotrzymać słowa danego  Komisji Europejskiej i obniżyć deficyt finansów publicznych z 7,9 proc. do 3 proc. PKB, a z drugiej strony dotrzymać przed wyborami obietnicy, że kryzys mamy już za sobą i Polskę czeka szybki wzrost gospodarczy.
Po lekturze rządowych dokumentów i  na podstawie własnych ustaleń „DGP” można  powiedzieć, że:
 
• jak na razie niezagrożone są podwyżki dla 9,6 mln emerytów i rencistów
• podwyżek nie dostanie 0,5 mln urzędników,
• zamrożone zostaną progi w PIT, przez co realnie (po odliczeniu inflacji) zapłacimy wyższe podatki,
• VAT zostanie na dotychczasowym poziomie,
• rząd może nie podnieść pensji 0,6 mln nauczycieli – tu ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, choć resort finansów skłania się do braku podwyżek,
• resort pracy będzie walczył o podniesienie progów dochodów uprawniających do świadczeń rodzinnych.
 
Ciekawe czasy nadchodzą.
 
Osobiście, to wolałbym już powalczyć w Libii niż ratować rachityczną złotówką euro z bogatymi Niemcami i Francją w tle.
Zebe
O mnie Zebe

Large Visitor Globe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka