"Są jeszcze sądy w Warszawie! Żołnierze niewinni. Rzeczpospolita dba o swoich obrońców. Rozliczyć trzeba tych, którzy nakręcili aferę".
Ta wypowiedz na Twitterze ministra Sikorskiego daje sporo do myślenia. O tej porze, o której publikuję ten tekst, tę wypowiedz można sobie jedynie wyguglować. Obiektywne portale albo zmieniły jej treść, albo ukryły głęboko w tzw. „piwnicy”.
Nie ulega wątpliwości, że zdecydowana większość Polaków życzyła sobie uniewinnienia oskarżonych żołnierzy. Ewidentnym też jest, że żaden sąd amerykański nie skazałby żołnierzy w oparciu o dostarczony materiał dowodowy, tak samo jak z braku dostatecznych dowodów nie wydał Polsce podejrzanego Mazura, domniemanego zleceniodawcy zabójstwa komendanta Papały.
To jednak nie jest istotne w dniu dzisiejszym. Istotny jest sens wypowiedzi ministra Sikorskiego.
Z jednej strony można by uznać, że zareagował jak większość Polaków. Po prostu się ucieszył.
Jest jednak w jego wypowiedzi coś więcej. Jest tam coś z „dożynania watah” i może to nie jest jeszcze najistotniejsze, bo jest w tej wypowiedzi coś innego, co może budzić prawdziwą grozę.
„Są jeszcze sądy w Warszawie”
To mówi przedstawiciel rządu, minister spraw zagranicznych ! Nie znam tak kuriozalnej wypowiedzi jakiegokolwiek polityka , na dodatek ministra rządu, w jakimkolwiek cywilizowanym kraju. To nie jest skandaliczna wypowiedz. To coś więcej. To mimowolne przyznanie, że polski minister konstytucyjny wątpi w praworządność „ niezależnego sądu”.
Dochodzimy do sedna sprawy. Chodzi o tą „niezależność”.
Wyobrazcie sobie, że gdzieś we Francji, Włoszech, Niemczech, USA , (…) Norwegii (…), jakiś polityk partii rządzącej mówi zdanie zaczynające się od słów: „Jak wiadomo, u nas sądy i prokuratura są niezależne”.
Wyobrazcie sobie, że ci politycy na pytania dziennikarzy odpowiadają: „To zbada niezależna prokuratura”, czy też, to osądzi „niezależny sąd”.
To właśnie ów określnik „niezależny” determinuje cała resztę. W prawdziwych demokracjach są sądy i prokuratury. W demokracjach fasadowych są zaś „niezależne” sądy i prokuratury. Tak samo jak w PRL-u była demokracja socjalistyczna w przeciwieństwie do demokracji.
Dziś w Polsce mamy do czynienia z „demokracją niezależną”, definiowaną przez rządzących, prokuratury i sądy.
Zresztą cała polska demokracja „niezależnymi” stoi .


Komentarze
Pokaż komentarze (26)