W dzisiejszej „Kawie na ławę” poseł Platformy, Szejnfeld rozpoczął na skalę medialną szerzenie kłamstwa, które od pewnego czasu krąży w kuluarach sejmowych oraz jest mimochodem wspominane przez różnej maści publicystów.
Szejnfeld powiedział dziś, że wrak Tupolewa był badany przez polskich prokuratorów, abstrahując już od tego, że rolą prokuratorów nie jest badanie wraku, a zbieranie wszelkiego typu dokumentacji dowodowej.
Warto więc cofnąć się do września ubiegłego roku, bo w tym miesiącu do Rosji udała się grupa czterech prokuratorów i ośmiu biegłych.
(…)formuła, w której polscy biegli i polscy prokuratorzy wyjeżdżają do Moskwy żeby dokonywać oględzin i badań znajdujących się na terenie Rosji dowodów rzeczowych związanych z katastrofą, została wypracowana w ubiegłym roku – powiedział Andrzej Seremet we wrześniu 2011 w rozmowie z Radiem Zet.
Naczelna prokuratura wojskowa oświadczyła zaś:
W niedzielę do Moskwy wyjedzie dwóch wojskowych prokuratorów i dwóch biegłych, a w środę do Smoleńska – dwóch kolejnych prokuratorów i sześciu biegłych. Mają badać wrak Tu-154M.
Jak się jednak okazało, prokuratorzy wojskowi i eksperci badali elementy wyposażenia samolotu Tu-154M, które po katastrofie trafiły do Moskwy. Badania dotyczyły zczytywania (kopiowania) zapisu z czarnych skrzynek. Pracowali w siedzibie Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego wraz z Rosjanami. Tam zdeponowane były bowiem niektóre części , głównie oprzyrządowania i czarne skrzynki Tupolewa. Tyle więc było tych badań polskich ekspertów, chyba, że oględziny wraku zza płota ktoś nazwie badaniami. Ciekaw jestem, czy ten raport „zza płota” znajduje się w aktach prokuratury, która odrzuciła niedawno wątek zamachu - oby nie na podstawie takiego „raportu”.
Poseł Szejnfeld musiał więc wiedzieć, że wraku Tupolewa polscy eksperci nie badali, a pomimo to próbuje narzucić publicznie taką narrację.
Warto więc zapytać – jaka jest troska Platformy Obywatelskiej o dojście do prawdy w kwestii katastrofy smoleńskiej, o czym tak żarliwie zapewnia Premier i posłowie tej partii ?
Poseł Szejnfeld może dowolnie interpretować fakty tak samo jak każdy inny człowiek w oparciu o dowody, które są znane.
Poseł Szejnfeld nie jest jednak uprawniony do przedstawiania faktów, które nie zaistniały.
W całej tej sprawie tak posła Szejnfelda jak i prokuraturę ze swoim szefem Seremetem, powinna charakteryzować swoista higiena wypowiedzi.
Jak na razie obserwujemy narrację rodem spod budki z piwem.


Komentarze
Pokaż komentarze (171)