Nigdy w życiu nie jest tak, by nie mogło być gorzej, tym bardziej, że zawsze może być odrobinę ciut lepiej. To taka dziwna zbitka, którą na pierwszy rzut oka trudno sobie zinterpretować. Wrócę jednak do tego zdania na końcu notki.
Był sobie On. Człowiek niekwestionowanego sukcesu, niesiony na fali młodości i fartu, a zarazem popularności jego najbliższego otoczenia. W czasach gdy sukces był dopiero na widnokręgu, ale już roznosił się jego intensywny i narastający smell, postawił na dobrego konia. Podziw dla weteranów projektu, którym miała być Firma, Nowa Wspaniała Firma, zaczął się przekładać na w miarę proste obowiązki, a jako że On miał niezłą aparycję, nie przerastał swoich mocodawców fizycznie o głowę, słuchał zawsze z frasunkiem, miał więc szanse na coś więcej. W ogóle to On był medialny, jak to się mówi.
Gadał okrągłymi zdaniami oraz doskonale opanował mimikę twarzy, w czym wysokie czoło oraz pogrubione usta mu niezmiernie pomagały.
Bo On to swoje wysokie czoło zawsze mógł zmarszczyć, kąciki ust obniżyć, a potem nagle zrobić wielkie, żywe i płomienne oczy, które w połączeniu z wygładzającym się czołem oraz delikatnym uśmiechem, zdawały się mówić: no tak, to było trudne pytanie, musiałem się zastanowić, ale teraz już wiem !
Jak w Milionerach, człowiek o dużej wiedzy, analitycznym umyślę i niepośledniej charyzmie jak na swój wiek.
No i powstała wreszcie Firma na gruzach poprzedników. Klienci walili drzwiami i oknami, bo firma była wrażliwa na niegodziwość i fałsz – tak przynajmniej się wielu wydawało. On znów się zahaczył ciut z boku, tak bez konkretów, ale za to gotowy rozmawiać na każdy temat. Z tą mimiką na każdą okazję. Jakoś leciało, bo wszystko wokół poustawiane, posada nie kłująca w oczy, a i popularność nie ucierpiała. I mogło tak trwać kolejne lata.
W życiu jak to w życiu . Firma z Niesłabnącą Popularnością, trochę przypadkiem przejęła inną uznaną firmę i delegowała tam jednego ze swoich zaufanych rozdająco-zarządzających . Co prawda wybór nie był zbyt rozsądny, ale gwarantował jakąś tam ciągłość i pełne wazeliniarstwo (nowego) nią zarządzającego. Ten nowy, niezbyt lotny, zaczął kompletować kadrę z lewa na prawo, o kompetencje zbytnio nie dbając. Dostał też i ofertę On.
On, biegły we wszystkim, niczym nie zarządzający tak naprawdę. Z bólem przyszło się żegnać z dotychczasowym życiem, ale propozycja była z tych nie do odrzucenia. Szło mu średnio, by nie powiedzieć, że nie najlepiej, bo już na początku ośmieszył swojego pryncypała, mówiąc coś o nartach, których ten nie zabrał, wybierając się na narty, czy też coś w tym stylu. Nieważne zresztą, bo nawet zwykły żurnalista go wyśmiał, gdy zażądał sprostowania w prasie. Po raz pierwszy musiał podkulić ogon, mówiąc psim żargonem. Po raz pierwszy i nie ostatni, jak się później okazało.
Nadszedł czas kolejnej wielkiej weryfikacji. Przeszedł ją pozytywnie, ale do pryncypała już nie wrócił. Czy to przypadek, czy też zrządzenie losu, trudno nam dywagować. Fakt jednak stał się faktem.
Wrócił do roli ”zadekowanego” na zapleczy Firmy, czyli tak naprawdę powinien być zadowolony i zapewne był. I znów do czasu. Tryby w Firmie zaczęły się zacinać z powodu , jak się okazało, słabych kompetencji zarządzających poszczególnymi działami.
Na giełdzie wyniki Firmy nadal miały kolor zielony, ale akcjonariusze coraz częściej obserwowali dysonans , który objawiał się tym, że ich oczy widziały wokół siebie co innego niż prezentowane było na oficjalnych wykresach.
Problem w tym, że Firma wyczerpała swoje możliwości w doborze i tak słabych kadr. Zdawał sobie z tego faktu sprawę Największy Weteran, który jako ostatni z tych Wielkich pozostał w Firmie. Pozostało więc szukanie dublerów sprawdzonych medialnie, chociażby w „Big Brotherach” wszelkiej maści, czy też zmieniających dwa razy na tydzień uczesanie w salonach fryzjerskich, bo to jeszcze rokowało na najbliższe trzy lata przynajmniej j nadzieję, że przecierający oczy ze zdziwienia akcjonariusze zainteresują się skokiem gościa na stanowisku na „banji” lub biegiem wokół stadionu po nową fryzurę. Trzeba też było sięgnąć i po inne dziwadła. Największy Weteran sięgnął więc po komika z wysokim czołem, co to facjatą swoją pracuje na podziw i poważanie. Nie trudno zgadnąć , że trafiło na Niego.
Trafiło mu się cos na wzór Ministerstwa Niemądrych Kroków Monty Phytona, tak więc przyszło mu zająć się łataniem dziur w asfalcie czy też ustawianiem koszy na dworcach kolejowych. Zaczął w momencie złym jednak, okazało się, że samo łatanie dziur oraz ustawianie koszy nie jest możliwe, gdyż poprzednik nie wybudował ani dróg ani owych dworców, gdzie te kosze trzeba by poustawiać.
Cóż więc pozostało naszemu bohaterowi ?
Naszemu bohaterowi pozostało już tylko trwać i do maksimum wykorzystać tę swoją mimikę w połączeniu z okrągłymi zdaniami.
Drogi nie grają w piłkę ( z marsową miną i czołem zmarszczonym);
Moja wypowiedź była głupia ( z filuternym uśmieszkiem i wygładzonym czołem);
Nagrodzić maszynistę, że zatrzymał pociąg przy niesprawnej sygnalizacji ( z marsową miną i pomarszczonym czołem);
Powiem jeszcze w tym miesiącu, czy Ału 200 będzie przejezdna (z marsową miną i zmarszczonym czołem);
Mówię to całkiem odpowiedzialnie ( z marsową miną i zmarszczonym czołem);
Nie odłożyliśmy budowy linii "IKS" o 20 lat. Po 2020 roku sprawdzimy sytuację ( marsową miną i zmarszczonym czołem);
Walczymy – odpowiedź na zapytanie dziennikarza, czy Ału200 z będzie przejezdna do Cyrk2012
A gawiedź w pomarańczowych kubraczkach i w kaskach na głowach na tym Ału200 raz płacze , a raz wpada w spazmy śmiechu, bo cóż im innego zostało. W zasadzie to skok na „banji” lub marsz pod Ministerstwo Niemądrych Kroków.
No i jemu pozostało jeszcze dwa dni, by zwołać konferencję prasową i powiedzieć to, co już wszyscy wiedzą:
Ału200 nie będzie – z jakim czołem i z jaką miną On to powie ?
Oczywiście zdanie napisane przeze mnie na początku jest idiotyczne. Odpowiem więc: moja wypowiedź była głupia ( niestety nie mam takich bruzd na czole, by je wygładzić, za to posyłam lekki , nieśmiały uśmiech) ;)
I’ts coming…
It's been a long time comin'
It's goin' to be a Long Time Gone.
And it appears to be a long,
Appears to be a long,
Crosby&Stiles and Nash


Komentarze
Pokaż komentarze (1)