Zapewne mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że wszystko to, co wygłasza się z trybuny sejmowej oraz senackiej, nie podlega pod „Paragraf”, czyli jest w świetle prawa, obowiązującego każdego „nieparlamentarnego” obywatela czymś, co nie podlega ocenie prokuratorskiej.
Przykład:
Zdanie – „Twoja matka była qrwą” wypowiedziane z trybuny parlamentarnej, podlega osądowi Marszałka Sejmu w ewentualnej konsultacji z Prezydium Sejmu, co może skutkować wnioskiem do stosownej, też sejmowej komisji, zazwyczaj do Komisji Etyki, podobnie jak zdanie – „urzeczywistniacie wizję Hitlera”.
To pierwsze zdanie wypowiedziane już przez polityka poza salą obrad, podlega prawu zaskarżenia z co najmniej powództwa cywilnego.
Drugi zaś cytat, wypowiedziany poza salą obrad nie podlega ocenie nawet prawa cywilnego, gdyż jest wypowiedzą obrazującą pewne zjawiska. Podobnie w Parlamencie Europejskim, gdzie padają z ust parlamentarzystów kwieciste porównania o czym nie tak dawno przekonaliśmy się za sprawą naszych rodzimych europosłów z PO,PIS i SLD, ale i nie tylko ich. Kwieciste ideologicznie przemówienia były też autorstwa obecnego przewodniczącego PE , lewaka Schultza, czy też konserwatysty Nigela Farage’a. I nie tylko. To jednak w Brukseli nie robi na nikim wrażenia, bo to normalna forma ekspresji parlamentarnej.
O tym się w Polsce nie mówi, ani nie pisze, bo mainstreamowi media miałyby nie lada kłopot ze zdefiniowaniem „dobrych obyczajów”, których medialne standardy ustanowiła Platforma Obywatelska przejmując władzę. Pisząc o platformianych standardach, piszę o standardach obowiązujących wszystkich poza ich pomysłodawcą.
Wracając do tematu…
Oba hipotetyczne, przytoczone przeze mnie cytaty, nie noszą znamion przestępstw kryminalnych, więc nie wymagają od prokuratury interwencji w trybie ekstraordynaryjnym, czyli z urzędu.
Jednym słowem na sali obrad obowiązuje „inne” prawodawstwo.
To „inne” prawodawstwo (parlamentarne) zalegalizowało niejako patologię, której na imię wulgarne odniesienie ad personam.
Anonimowa wypowiedź - zadzwoń do brata adresowana do J. Kaczyńskiego nie podlega ocenie prawnej, nawet nie tej sejmowej, bo ona może podlegać tylko ocenie moralnej. Żadne komisje etyki tego nie zmienią. Tego nie da się ocenić w kategoriach kary quasi moralnej lub fizycznej, którą może być nagana bądź kara pieniężna.
Taki stan rzeczy będzie trwał, dopóki nie dostrzeżemy różnicy pomiędzy atakiem ad personam , a oceną działań politycznych wygłaszanych z mównicy sejmowej, które mają prawo do swoistej nadinterpretacji przejawiającej się w oczywisty sposób w wyartykułowanie nasuwających się mówcom analogiach bieżących lub historycznych. Dotyczy to wszystkich partii zasiadających w Parlamencie.
Lumpenparlamentaryzm charakteryzuje postawy do niedawna naganne, dziś zaś relatywizowane za sprawą partii rządzącej, przy akceptacji mainstreamowych mediów, wykorzystujących komentatorów posługujących się także lumpen językiem, rozgrzeszającym swołocz, posługując się jej językiem, by to wszystko uwiarygodnić.
Tu już nie chodzi o brak kultury osobistej, bo to pojęcie już także zostało zdeprecjonowane. Chodzi o coś więcej.
Chodzi i miliony młodych Polaków, dla których brak świętości i przyzwoitości staje się czymś normalnym. Czymś nad czym nawet nie warto się zastanawiać.
Celowo nie posłużyłem się w tym tekście żadnym nazwiskiem, a przecież mógłbym czerpać je wprost z rękawa. Celowo też nie wymieniłem z nazwy mainstreamowych mediów, za sprawą których dochodzi do prostytuowania języka debaty.
Wulgarny atak ad personam jest powodowany bezsilnością wynikającą wprost z braku argumentów. Jest prymitywną, pierwotną formą dominacji siłowej.
(…)


Komentarze
Pokaż komentarze (1)