Tylko Europejski Bank Centralny może zapewnić właściwą zaporę przeciwogniową dla zapobieżenia rozlania się greckiego kryzysu na inne kraje w razie wystąpienia Grecji ze strefy euro - twierdzi na łamach Financial Times minister finansów Jacek Rostowski.
Jednym słowem minister Rostowski popiera dalszy dodruk pieniądza zwanego potocznie Euro. Może to dziwić wszystkich sympatyków polskiego ministra , „guru” gospodarki tak polskiej, europejskiej, jak i światowej, o czym co jakiś czas przypominają nam rodzime media.
Oczywiście dla naszego ministra fakt, że drukarnie EBC już od dobrych dwóch lat nie nadążają z drukiem owej magicznej waluty, umknął uwagi, ale czego się nie powie, by podtrzymać niemiecką „merkelowską” opcję polityczno-gospodarczą, opartą na ratowaniu wspólnej waluty coraz większym kosztem krajów sąsiednich, dla których dodruk tej waluty jest przyczyną większego niż w Niemczech osłabienia gospodarek - co krytykowane jest już zresztą w samych Niemczech.
Już w tym roku EBC wyłożył na ratowanie gospodarek Włoch, Hiszpanii i Portugalii ponad bilion euro !!! Zresztą Rostowski idzie dalej, bo zapewne bilon dodruku to dla Europy stanowczo za mało.
Wdrożenie propozycji ministra Rostowskiego oznaczałoby niemal pewną anihilację euro. „Skup każdej ilości obligacji” to nic innego jak nielimitowany dodruk pustego pieniądza. Takie działania prędzej czy później kończą się wielką inflacją druzgocącą wartość waluty. Euro jako pierwsi porzuciliby Niemcy, którzy nie zaakceptują trzeciej hiperinflacji w ciągu niespełna stu lat – twierdzi komentator portalu bankier.pl , Krzysztof Kolany.
Wypada się z tym komentarzem zgodzić. Propozycje Rostowskiego są najdelikatniej mówiąc czymś niezrozumiałym i wyjątkowo nieodpowiedzialnym. Głównym celem polityki strefy euro powinno być na dziś ograniczenie inflacji, a to wiąże się z ograniczonym dodrukiem europejskiej waluty.
Pomysły Rostowskiego są na granicy socjalistycznej ekonomii, by nie napisać, że właśnie Rostowski tę granicę przekracza.
Idąc dalej tropem myśli Rostowskiego, nie zdziwiłbym się, gdyby za jakiś czas walutę euro zastąpiły znane nam skąd inąd bony na cukier. To tak na początek.
Swoją drogą zastanawiające, co też człowiek jest w stanie wymyślić.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)