Gdy polskie media donoszą w newsach o satanizmie, to zawsze w kontekście zbrodni lub przestępstwa. Nikt w zasadzie nie odnosi się do istoty ruchu, który potocznie nazywany jest satanizmem.
Wynika to zapewne z faktu, że Polska nie jest krajem, w którym istnieje podatny grunt dla prezentacji idei skrajnych, dziwnych czy też jakoś tam „nowatorskich”. Stać nas co najwyżej na małpowanie, zazwyczaj nieudolne tego, co w danym momencie jest modne lub w jakimś tam stopniu przyswajalne. Top trendy jest polityczna poprawność, kosmopolityzm, a z nowinek kulturowych przebijają się w naszej świadomości mozolnie Walentynki, czy też Halloween, kosztem Nocy Świętojańskiej, czy też pospolitej Marzanny topionej wraz z nadejściem wiosny.
Większość współczesnych nurtów obyczajowych, kulturalnych, religijnych i ideologicznych wywodzi się z USA. Nie wszystkie są akceptowane w Europie, a co za tym idzie, także i w Polsce, gdzie „sito” ma jeszcze mniejsze oczka niż na Zachodzie Europy.
Pisząc te parę zdań o satanizmie, piszę o ideologii satanistycznej, a nie o odłamie religijnym, bo satanizm jest czymś więcej niż sektą .
Satanizm został niejako zdefiniowany przez Antona Szandora La Vey’a, a jego tezy autor zawarł w „Biblii Szatana” opublikowana w 1969 roku ( polskie wydanie Wydawnictwo F/X Wrocław 1999) . Od tego też czasu satanizm uzyskał „ramy” podlegające ocenie.
La Vey (1930 – 1997) spędził większość swojego życia w San Francisco (Kalifornia). Jego żydowska rodzina pochodziła z Węgier. W młodości m.in. był opiekunem zwierząt cyrkowych, organistą, a następnie fotografem policyjnym. Mając 18 lat stał się asystentem magika; studiował okultyzm i uczył się hipnozy. W 1966 roku powołał do życia Kościół Szatana.
Jak wiele inicjatyw rodzących się w USA, tak i satanizm La Vey’a stał się modny w niektórych kręgach społecznych. Co więcej, doczekał się wielu pochlebnych recenzji ze strony krytyki tak medialnej jak i ze strony kręgów związanych z polityką.
Żeby zrozumieć, czym jest satanizm La Vey’a, trzeba przez tę jego Biblię Szatana przebrnąć, co dla mnie, katolika, wychowanego w innych realiach światopoglądowych oraz traktującego gospodarkę jako kapitalizm bez nadbudowy neoliberalnej, było zadaniem niełatwym. Wielokrotnie rzucałem książką w kąt, ale też i wielokrotnie zataczałem się ze śmiechu. Ostatecznie jednak zdominowało mnie uczucie niepokoju.
Sam La Vey był postacią groteskową. Ogolona głowa, szpicbródka , peleryna, łańcuchy na szyi… czasami zakładał czapkę z przyprawionymi rogami. Samo zaś jego przesłanie można by scharakteryzować w jednym zdaniu – pochwała skrajnego egoizmu zmieszana z bezkompromisowym seksem, a wszystko to w otoczce ekwilibrystyki słownej, zapożyczeń z kontrowersyjnych myślicieli i pisarzy.
Wielką inspiracją La Vey’a był randyzm(obiektywizm), a w zasadzie poglądy Ayn Rand, pisarki, uważanej przez niektórych za filozofkę. Sam randyzm uważany jest jako ruch filozoficzny, skrajna odmiana (odnoga) neoliberalizmu, czy też libertynizmu. Założeniami tego ruchu są – wolny rynek bez ograniczeń, skrajny indywidualizm, egocentryzm rozumiany jako egoizm oraz całkowite odrzucenie religii ( głównie chrześcijańskiej).
La Vey pisze, że jego największą inspiracją była Rand oraz Alistair Crowley ( znany okultysta). Rand tchnęła go duchem, a z Crowley’a zaczerpnął rytuał swoich obrządków.
Mnie osobiście postać Ayn Rand kojarzy się podobnie jak sam La Vey. Naturalną cechą każdego człowieka, a co dopiero pisarza, jest chęć zdobycia sławy, popularności oraz miejsca w panteonie wiecznej sławy, dlatego też niektórzy ludzie zrobią wszystko, by te cele osiągnąć.
Rand widzi mi się jako egzaltowana panienka z klapkami na oczach – taka typowa „La Pasjonara „ wolnego rynku lub też jako taki „Deniken społeczny”. Jej filozofia pasuje w sam raz do zbuntowanych, zaczynających myśleć nastolatek, zaraz po tym jak „Ania z Zielonego Wzgórza” przestanie im już wystarczać. Cała ta filozofia staje się dla nich kolejnym etapem zrozumienia „W 80 dni dookoła świata” lub też „Tajemniczej Wyspy”.
Cała filozofia Ayn Rand (randyzm) może być pouczająca, sympatyczna momentami i w ogóle, ale nie można jej w żadnym wypadku uznać jako spójną, prawdziwą, czy też „pełną” filozofię.
Bo po prostu strach !!!! To nie jest już zwykła zabawka , gdyż wezmą to młodzi na poważnie i zrobią jakiś "Nowy Wspaniały Świat" z Ayn Rand i La Vey’em na portretach w klasach, zamiast Lenina czy Hitlera.
Szandor La Vey zmarł na zapalenie płuc w katolickim szpitalu, bo do niego było najbliżej…
To dlatego kojarzy mi się satanizm z randyzmem, a nie z nożem ociekającym krwią po wypatroszeniu ofiary na ołtarzu rytualnym.
Warto więc tak na to spojrzeć.
Piszę ten tekst między innymi dlatego, że na S24 mamy wyznawcę randyzmu – swoistego mizantropa, jak sam siebie określa.


Komentarze
Pokaż komentarze