Wysłuchałem dziś, a w zasadzie chciałem wysłuchać, Hanny Gronkiewicz – Waltz w porannym paśmie TVN24.
To że prezydent Warszawy mówi biegle i szybo, a zarazem niewyraźnie to też wiemy. Ciekawe jest jednak co innego. Ja rozumiem, że pani Waltz nie musi się znać na sztuce inżynierskiej i nie musi mieć pojęcia o tym, co tak naprawdę się w Warszawie przy budowie metra wydarzyło.
Z jednego musi sobie ona jednak zdawać sprawę.
To nie była awaria. To była katastrofa budowlana, a katastrofy budowlane nie powinny się wydarzyć nigdy i nigdzie.
Cała wypowiedź pani prezydent jest jedna wielką manipulacją podpartą dodatkowo argumentacją , że innym też się zdarzyło.
Wypadałoby jednak, podając przykłady tych i innych zdarzeń, podać jakie skutki tamte zdarzenia niosły ze sobą i jakie wnioski z nich wyciągnięto.
Nie od dziś wiadomo, że Sowieci po wygranej II wojnie światowej „obdarowali” nas Pałacem Kultury. Wiadomo też, że alternatywą dla pałacu było metro. Od tego planu jednak odstąpiono, gdyż rozeznanie hydro-geologiczne jednoznacznie informowało o trudnych warunkach gruntowych, charakteryzujących się skupiskami kurzawek – wody z piaskiem.
Koszty drążenia tunelu w takich warunkach są o 40 % wyższe niż normalnie, gdyż wymaga to zastosowania specjalistycznych metod takich jak kesonowanie, czy też mrożenie materii skalnej wokół tunelu.
Nie będę już pisał o tym, że przy drążeniu tuneli – obojętnie w jakich warunkach – obowiązuje wykonanie przedwiertów w celu stwierdzenia potencjalnych zagrożeń.
Jeżeli urząd miasta Warszawy podaje, że do tunelu „wlało” się ok. 6 tys. m 3 kurzawki, to jest to informacja nie tyle zdumiewająca, co zapierająca dech w piersiach.
Kurzawka występuje zazwyczaj w dwóch formach – jej złoże może mieć kształt soczewki lub cieku. Obie formy są niezwykle niebezpieczne w momencie naruszenia ich podziemnej struktury, bo powodują zapadanie się powierzchni wokół prowadzonych prac. To zaś stanowi zagrożenie dla obiektów zlokalizowanych w sąsiedztwie tunelu. Dlatego też nie mówimy o awarii, a o katastrofie budowlanej.
Widać wyraźnie, że HGW nie zdaje sobie z tego sprawy lub też rzecz bagatelizuje, a to już może podpadać pod stosowny paragraf.
Wszystko zależy więc od decyzji , które zostaną podjęte, a rozwiązanie obecnej sytuacji będzie – i tu powinna pani prezydent to wyraźnie powiedzieć – niezwykle kosztowne. Innej opcji nie ma – chyba, że zaniecha się dalszej budowy tunelu.
Kolejność działań musi być więc następująca:
1. Określenie charakteru oraz formy zalegania złoża kurzawki poprzez przeprowadzenie siatki odwiertów z powierzchni, a następnie wykonanie stosownej dokumentacji zalegania złoża wody z piaskiem. Może się okazać, że takich soczewek, czy też cieków na trasie drążonego tunelu jest więcej.
2. Wybranie metody uszczelnienia miejsca, w którym nastąpił wypływi juego uszczelnienie.
3. Odpompowanie owych 6 tys. m3 kurzawki.
4. Wdrożenie nowej technologii – prawdopodobnie metoda kesonowa byłaby tu najlepszym rozwiązaniem.
5. Rozpoczęcie dalszych prac będzie możliwe po dokonaniu pomiarów osiadania terenu wokół miejsca katastrofy w okresie co najmniej półrocznym od momentu uszczelnienia źródła wycieku.
Pis
ę toPiszę to wszystko, bo ponad 25 lat zajmowałem się drążeniem wyrobisk w różnych warunkach zagrożeń.
Aw Awarie sie zdarzają. Katastrofy zaś nie powinny.


Komentarze
Pokaż komentarze (94)