Zebe Zebe
437
BLOG

Anna napisała o bramkarzach

Zebe Zebe Rozmaitości Obserwuj notkę 11

 

To może i ja coś „skrobnę” tak natury ogólnej.
Kiedyś jeden z trenerów, na moje pytanie – co charakteryzuje dobrego bramkarza – odpowiedział mi w jednym zdaniu. Przede wszystkim to on powinien mieć coś z głową.
Oczywiście nie chodzi tu o dosłowność jak w przypadku Petra Cecha i jego „pilotki”, ale może właśnie i o to chodzi. Bo mieć z „głową” i mieć z „głową” to jednak jak się okazuje - różnica.
Bramkarz wbrew pozorom jest osobą  narażoną najbardziej na ciężkie  kontuzje. Poza tym nie może „udawać” gry, gdyż bierze udział w sytuacjach zero-jedynkowych, a to znaczy, że nie może cofnąć nogi, czy też odpuścić w jakiejkolwiek innej sytuacji.
 
Bramkarz jest też zawodnikiem numer jeden na celowniku trenerów, komentatorów  oraz kibiców. Można powiedzieć – w dużym uproszczeniu jednak -  że tak jak saper myli się tylko raz, a potem , gdy wypadnie ze składu, powrót do gry jest najtrudniejszą rzeczą jakiej może doswiadczyć jakikolwiek  piłkarz grający na innej pozycji.
Mało kto zdaje sobie sprawę, że sporo nieźle zapowiadajacych się bramkarzy zakończyło karierę już w młodym wieku właśnie na skutek kontuzji. Pozostali poddani zostali zaś wyjątkowo surowej selekcji.
Można by wiele pisać o Barthezie, Grobbelarze, młodym Schmaichelu czy też o innych, którzy odeszli w niesławie z różnych powodów.
 
Dla mnie jednak przykładem jednego z największych nieporozumień w dziejach polskiej piłki, które „stanęło” między słupkami bramki reprezentacji Polski jest Artur Boruc.
Bramkarz nad wyraz przeciętny, który zawalił Polsce pewny awans do MŚ w RPA, realizujący się w szkockiej lidze, gdzie miał w statystykach jedną z największych ilości puszczonych bramek w stosunku do ilości strzałów oddanych na jego bramkę.
 
Bramkarz o nieprzeciętnym mniemaniu o sobie. Narażający się nie tylko kibicom w Szkocji, ale też trenerom, nie wyłączając tych z Reprezentacji Polski.
Człowiek, który nie potrafił pokierować skutecznie swoja karierą – nadmuchany przez polskie media jak balon – po epizodzie we Włoszech, gdzie ponoć coś tam wybronił – trafił po okresie „niechcenia” do angielskiego Southampton.
I tu naprawdę okazało się, że on ma coś z „głową”. Okrzyczany wielką nadzieją „Świętych” już w pierwszym meczu z West Hamem dał sobie wrzucić  za kołnierz 4 bramki, z czego dwie może śmiało zapisać sobie na swoje konto. Okazało się, że w konfrontacji z „Wyspiarzami” grającymi inaczej niż Celtic  bawiący się w kotka i myszkę z drużynami o dwie klasy słabszymi, Boruc był najsłabszym ogniwem - w było nie było - „czerwonej latarni” premiership.
 
Na dodatek w kolejnym meczu z Tottenhamem zawalił pierwszego gola i publika jednoznacznie wyraziła swoją  opinię o nim. Sfrustrowany Boruc rzucił w jej kierunku plastikowym bidonem, trafiajac przy okazji ochroniarza.
Co jak co, ale w Anglii kibice takich rzeczy nigdy nie wybaczają. Jest więc Boruc w Southampton posprzątany na dzień dobry.
Klub prowadzi w tej sprawie dochodzenie, a Boruc został wstępnie odsunięty od drużyny w dwóch kolejnych meczach.
 
Tak więc jego przygoda z premiership najwyraźniej dobiega końca. Pozostaje ostatecznie krajowe podwórko, bo Legia może jeszcze niejednego weterana przygarnąć.
Tak więc można mieć z „głową” i z „głową”.
Ostatecznie można stracić głowę.
Zebe
O mnie Zebe

Large Visitor Globe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Rozmaitości