Miniony rok można nazwać w zasadzie bez zastanowienia rokiem Messi’ego. Ten fenomenalny piłkarz bije kolejne rekordy oraz wygrywa kolejne plebiscyty. Łatwość z jaką mu to przychodzi gwarantuje mu miejsce w panteonie piłkarskich sław wszechczasów. Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że Messi już z dziś może pretendować do tytuły najlepszego piłkarza wszechczasów.
Kolejnym wielkim wydarzeniem były Mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie. Największy w historii piłki nożnej sukces na arenie międzynarodowej odniosła drużyna Hiszpanii. Jeszcze żadnej reprezentacji nie udał się ustrzelić klasycznego hatt-tricka w postaci wygrania trzech kolejnych, największych imprez piłkarskich. Złota drużyna Del Bosque przechodzi tym samym także do historii dokonań. W kategorii dowcipów można napisać, że nikt tak pięknie nie odpada z turniejów po rzutach karnych, jak reprezentacja Anglii.
Meczem roku był dla mnie półfinałowy, rewanżowy pojedynek LM pomiędzy Barceloną, a Chelsea. To niesamowite, jak wydawałoby się, drużyna, która jest własnym cieniem sprzed kilku lat, potrafiła wygrać mecz w „10”, przegrywając już w pewnym momencie 2:0. I to z kim – z samą Barceloną Messie’go i Iniesty. Jeżeli Bóg na to pozwolił, to pozwolił też Londyńczykom pokonać w finale Bayern Monachium. Tego nikt się nie spodziewał.
Nie obyło się też bez momentów dramatycznych – Fabrice Muamba, piłkarz Boltonu reanimowany na boisku przeżył. Co prawda zakończył karierę, ale żyje. To wynik coraz bardziej skutecznej medycyny. No i dramat nowego trenera Barcelony – Tito Villanovy, który na dniach poddał się kolejnej operacji. Życzę mu wszystkiego dobrego i szybkiego powrotu do zdrowia.
Było też sporo pięknych bramek. Do historii przeszła bramka Zlatana Ibrahimovic’a z towarzyskiego meczu z Anglią. Ten nieprzeciętnie inteligentny piłkarz nie po raz pierwszy pokazał, że mało kto może mu dorównać w sferze pomysłowości.
Jak zawsze wielkie kluby dokonały wielkich transferów za równie wielkie pieniądze. Wypacza to sens zdrowej rywalizacji sportowej. To negatywna wiadomość oceniając miniony rok. Były jednak transfery mniej spektakularne, a mimo to okazało się, że nie tylko grają pieniądze. Dla mnie takim niezwykle trafnym transferem były przenosiny Manuela Cuesty z Rayo Vallecano z do Sweansea. Kupiony za 3 mln funtów „Michu”, bo taki ma pseudonim, stał się rewelacją na Wyspach. Ten hiszpański pomocnik w 20 meczach ligowych zdobył 13 bramek, co jak na debiutanta w Premiership jest nie lada wyczynem. Cuesta dostał więc powołanie do reprezentacji Hiszpanii na jej najbliższy mecz towarzyski.
Mam problem z wytypowaniem trenera minionego roku. Z jednej strony można by rzucić „wielkim” nazwiskiem, ale tak naprawdę to w footballu warto przyglądać się mniej znanym trenerom, którzy w miarę skromnych możliwości dokonują jednak rzeczy wielkich. Mam na myśli trenera Celtic Glasgow – Neil’a Lennona. Ten trener prowadzący drużynę w zimnej Szkocji, w lidze, w której tak naprawdę grają tylko ci, którym autentycznie się chce, na dodatek uszczuplonej o zbankrutowanych Rangersów, zdołał wyjść z fazy grupowej Ligi Mistrzów, wygrywając przy okazji Z Barceloną. Respect !
Wracając na rodzime podwórko.
Jeszcze nie tak dawno byłem przeciwnikiem, by bardzo młodzi gracze wyjeżdżali za granicę w celu „podbijania” piłkarskiej Europy. Dziś uważam, że się myliłem.
Poziom naszej Ekstraklasy osiągnął stan agonalny. Każdy kolejny miesiąc spędzony w tej lidze przez rokującego nadzieje młodego zawodnika, oddala go od potencjalnych sukcesów.
Przecież taki Milik ma dwie ręce i dwie nogi – podobnie jak jego rówieśnicy w Niemczech. Niech więc pokaże nam teraz, że warto na niego stawiać. W Polskiej lidze czekalibyśmy na to ze trzy lata, nie mając ostatecznie pewności, czy on się naprawdę nadaje. Jak na razie to błyszczą ci trzej z Dortmundu. Myślę jednak, że dla nich rok 2013 będzie przełomowym.
Jeżeli do tej pory nie znalazł się poważny kontrahent skłonny widzieć ich w swoim pierwszym składzie, to szanse na naprawdę wielki klub mogą stać się tylko medialnym fokusem. Warto pamiętać, że za tym co potrafi zawodnik, stoją nie tylko bramki i asysty. Elementów oceny jest sporo więcej. Czołowe kluby mają w swoich składach zawodników doskonale wkomponowanych w sposób, w jaki ta drużyna gra.
Tym niemniej życzę polskim zawodnikom, jak i nam kibicom dużej ilości pozytywnych wieści i wrażeń.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)