W przypadku najwyżej wycenianego w świecie futbolu – polskiego piłkarza – Roberta Lewandowskiego , nie istnieje pojęcie „sezon ogórkowy”. Temat – transfer Lewandowskiego – nie schodzi z czołowych stron polskich mediów ani na jedna dobę, odkąd Lewy przeszedł do Dortmundu.
Najbardziej zainteresowanym rozsiewaniem plotek na temat rzekomych transferów Lewandowskiego jest jego manager Cezary Kucharski. To on uzyska wbrew pozorom największą korzyść z transferu Lewego do jednego z czołowych klubów europejskich. I bynajmniej nie o prawidłowy rozwój kariery zawodnika tu chodzi. Kucharski najchętniej ulokowałby Lewego w Premiership, bo to daje mu największe tantiemy z możliwych do osiągnięcia.
Tymczasem Lewandowski jest związany z Borussią kontraktem do czerwca 2014 roku. Tak więc władzom tego klubu nie zależy specjalnie na podjęciu rozmów z Lewandowskim w temacie nowego kontraktu w najbliższym czasie.
Władze klubu z Dortmundu oświadczyły, że trwa przygotowywanie nowego kontraktu dla Lewego i propozycje zostaną mu przedstawione w czerwcu tego roku na rok przed upływem kontraktu. Równocześnie wypowiedziano się (Watzke), ze Lewandowski sam musi wypowiedzieć się co do swojej przyszłości w klubie. Lewandowski tymczasem milczy.
Władze Borussi nie wykluczają definitywnie transferu Lewandowskiego do innego klubu. Zaznaczają jednak, że cena odstępnego to 37 mln euro. Takie postawienie sprawy jest jednoznaczne - nie ma obecnie w Europie takiego klubu, który w tym okienku transferowym wyłożyłby takie pieniądze za polskiego zawodnika. Sprawa jest o tyle oczywista, ze cieszący się równie wielkim zainteresowaniem Goetze, nie znalazł jak na razie oferenta skłonnego wyłożyć 20 mln euro, a Goetze jest nie mniej atrakcyjnym zawodnikiem niż Lewy.
Osobiście uważam, ze wartość Lewego jest zdecydowanie przeszacowana. Można wskazać co najmniej kilku graczy o co najmniej tych samych umiejętnościach, grających chociażby w lidze hiszpańskiej, których można by kupić za ¼ ceny Lewandowskiego. Największe kluby w Europie polują jednak na coś „wyjątkowego”. Lewandowski zaś kimś takim na pewno nie jest.
Lewy w Borussi doskonale się wkomponował i nie widać, by w najbliższym czasie ktoś byłby mu w stanie zagrozić. Niech to sobie rozważy, bo znamy dziesiątki przypadków nieudanych decyzji, a łaska największych światowych trenerów na pstrym koniu jeździ.
Prywatnie to nie widzę dla Lewego miejsca w klubach „Top Four” tak na Wyspach, w Hiszpanii, czy we Włoszech.
Mówcie co chcecie…
Swoją drogą to dzisiaj Maciej Szczęsny wypowiedział się, że nie wyobraża sobie gry w innym klubie niż Arsenal. Ma innego managera. Przynajmniej tyle.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)