Na Wyspach toczy się od paru lat dyskusja dotycząca apanaży agentów piłkarskich. Angielska federacja domaga się od UEFA i FIFA zmian w tym temacie. Argumentacja opiera się na tym, że agenci z racji przepisów otrzymują horrendalnie wysokie apanaże. Te pieniądze mogłyby zasilić w części budżety klubów i zostać przeznaczone na szkolenie młodzieży. UEFA i FIFA są jednak także beneficjentami obecnego systemu, więc nie zależy tym organizacjom na zmianie obecnego stanu rzeczy.
FIFA posiada ponad 2.5 tys. piłkarskich agentów operujących 101 krajach. Generalna zasada związana z dochodami agentów piłkarskich wygląda następująco - agenci otrzymują 10% podstawowych zarobków zawodnika. Jeśli gracz chce pozostać w klubie i jego zarobki wynoszą przykładowo 10,000 funtów tygodniowo to znaczy , że agent będzie otrzymywał 1000 funtów „tygodniówki”. Ale jeśli inny klub jest skłonny zaoferować dajmy na to 35 mln funtów i gwarantuje zarobki 120,000 funtów tygodniowo, wtedy agent danego piłkarza zarabia na czysto 3,5 mln funtów za transfer i 12,000 funtów od każdej pensji piłkarza.
Nie jest też tajemnicą, że na rynku piłkarskim funkcjonują agenci, którzy nie posiadają licencji FIFA. Ludzie ci działają w oparciu o scouting. Scouting to działalność nielicencjonowana. Prawie każdy klub zawodowy zatrudnia skautów, ale też spora grupa ludzi określanych tym mianem działa na własną rękę. Relacje na linii agent – scout są niezmiernie skomplikowane i zależą od prawodawstwa danego kraju. Generalnie w Europie sprawa jest uregulowana w krajach strefy euro. W pozostałych krajach, nie wyłączając z tego Polski, panuje coś na wzór wolnej amerykanki.
Prawodawstwo krajów strefy euro chroni rynki pracy w tych krajach. Zawodnicy spoza Unii Europejskiej muszą uzyskać w tych krajach pozwolenie na pracę. W krajach starej Unii jest to w znacznym stopniu ograniczone. Inaczej zaś sprawa wygląda w Polsce i innych krajach byłego bloku wschodniego. Tu pozwolenie na pracę uzyska każdy piłkarz spoza Europy bez wyjątku.
To istotny czynnik utrudniający rozwój młodych piłkarzy, którzy wypierani są przez zawodników z importu, a to i tak nie przekłada się na jakość polskiej piłki.
Przykładowo w Anglii zawodnik spoza Europy, który ma mniej niż 22 lata i nie zagrał w reprezentacji swojego kraju, nie ma szans na uzyskanie pozwolenia na pracę – chyba, ze pochodzi z byłych kolonii brytyjskich. Podobne przepisy funkcjonują w Niemczech i Hiszpanii.
Wydaje się, że prędzej czy później dojdzie jednak do weryfikacji działań agentów piłkarskich. FIFA stworzyła licencjonowaną kastę ludzi z których czerpie spore korzyści. To musi się zmienić.
„To jest dżungla. Prawie wszyscy agenci to ludzie bez zasad. Oni robią wodę z mózgu młodym chłopakom już na samym starcie” – mówi Andrzej Czyżniewski – „Na początku łapią kontakt z młodym, zdolnym piłkarzem. Mówią mu, ile on za parę lat będzie zarabiał, jaki to nie będzie bogaty. Zapraszają rodziców, wożą drogimi autami, biorą do luksusowych knajp. I potem taki chłopak myśli, że jak ma menedżera, to z miejsca jest lepszym piłkarzem. A jego agent? Jest umowa, potem transfer, skasowana prowizja i do widzenia. Poza tym bardzo często do takich umów wpisuje się horrendalnie wysokie kary umowne. Paranoja”.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)