Zebe Zebe
1172
BLOG

Wydawca i jego pisarz

Zebe Zebe Rozmaitości Obserwuj notkę 88

 

I ja  bym tak sobie gaworzył z Coryllusem i gaworzył, gdyby nie dzisiejszy dzień. Najgorsze to znaleźć się w złym miejscu i w złym czasie, a to mnie dzisiaj spotkało. Licho mnie podkusiło, by wejść do Coryllusa i skomentować jego bizantyjską  notkę w której to chciał „przywalić” Esce, do końca nie wiadomo za co. Znaczy wiadomo – za to, że pozwoliła sobie napisać tekst inspirowany Osiejukiem, ale w temacie zupełnie innym. No a ten Osiejuk to ma ostatnio złą passę, z czego ja sobie kompletnie nie zdawałem sprawy, gdyż umknęła mi jego kolejna kompromitująca notka, w której pomylił Gałczyńskiego z Broniewskim. Taka karma.
 
Wlazłem ci ja nieświadom rzeczy do tego Coryllusa i zapytałem, po co on się podpiera Osiejukiem w notce, która go kompletnie nie dotyczy. Zapytałem i odpowiedzi nie usłyszałem. Zauważył mnie za to Osiejuk i zaczął mi , jak to się mówi „obrabiać pupę”. Na grząskim gruncie Coryllusa każdy przytomny wie, że trzeba trzymać nerwy na wodzy. Tak też uczyniłem nie dając się sprowokować. Puściłem bokiem sugestie ocierające o rasizm  odnośnie mojego (śląskiego) pochodzenia, nie odpowiedziałem na „spieprzaj dziadu” w wykonaniu Osiejuka. Potem zapadła na prawie godzinę cisza i … taram!  Zebe został zbanowany za swój pierwszy post po tym jakl Osiejuk stwierdził, że jestem kuty na cztery łapy – tfu ! – cztery nogi.Z prostego na nasze za "niemanie świateł".
 
Nie będę robił sobie i im zbędnej reklamy, więc nie odsyłam do zaistniałej sytuacji, ani linków nie podaję, bo niczego nikomu nie chcę udowadniać. Na koniec pozwolę sobie przypomnieć mój tekst sprzed roku. Prawie że, a w zasadzie na pewno aktualny. Nic istotnego się nie wydarzyło.
 
***
Kiedyś na blogu Toyaha ( Krzysztofa Osiejuka w zasadzie), autor zaprezentował blogosferze tekst o grupie rockowej The Who. W tekście, jak to u Toyaha bywa – wiem, powinienem pisać z małej litery, ale jakoś nie potrafię z kilku powodów, których nie czas tu roztrząsać – gdy mu coś „nie pasi” to znęca się nad obiektem , który wziął sobie na tapetę. Tak też było z tym The Who, bo Toyah uznał, że ta ich muzyka jest nic nie warta i poza jednym przebojem, to oni nic, absolutnie nic innego nie wymyślili, a nawet nie nagrali. Oczywiście Toyahowi wolno i co do tego nie ma dwóch zdań. Wszak Sztuki nie da się oceniać w kategoriach wymiernych w przeciwieństwie do takiego biegu na 100 metrów, gdzie czas decyduje o tym, kto jest najlepszy, a kto – powiedzmy – mniej wart.
 
Dopóki więc będzie autentyczny odbiorca – chociażby nawet jeden – to warto tworzyć chociażby tylko dla niego. Idiotyczna więc była cała dyskusja pod tym tekstem, a jeszcze bardzie idiotyczne było upieranie się Autora przy swoim, czyli oględnie mówiąc, na dyskredytowaniu tych wykonawców i twórców zarazem. Ostateczna zaś konkluzja piszącego tamten tekst była mniej więcej taka, że on to sprawdzi, czy ten The Who był taki „dobry” jak niektórzy piszą. Przyznacie, że co najmniej ciekawe podejście.
To, ze ja wogóle zdecydowałem się na pisanie bloga, mogę zawdzięczać dwóm blogerom. Jednym z nich był FYM, a drugim właśnie Toyah. To od nich zaczęło się moje „pisanie”, bo byli jakąś tam dla mnie inspiracją. Dziś inspiracją są inni, a może powinienem napisać, że moje inspiracje są inne.
Czytywałem też na s24 – a w zasadzie czytam do dziś – teksty Coryllusa, którego jedną z książek posiadam. Nie będę pisał dlaczego ją posiadam. Napiszę tylko, że Coryllus drzewiej pisał ciekawsze teksy. Tym niemniej ja Go czytam, nie zawsze „do końca”, ale czytam. Pomimo tego, ze kiedyś w przypływie złych emocji nazwałem go grafomanem. Zresztą na to zasłużył z powodów o których za chwilę.
 
 Powrócę jednak do Toyaha, którego praktycznie nie czytam od dłuższego czasu. Skusiłem się jednak na przeczytanie jego wynurzeń o Śląsku i swoje dołożyłem. Niech tak pozostanie – przynajmniej wyjaśniłem różnice w postrzeganiu miejsca, które obaj zajmujemy niejako.
Co ciekawe, w mojej ocenie tak wspomniany FYM , jak i Toyah sporo „odlecieli” od tego, z czego ich znałem i z czym się jakoś tam utożsamiałem.
Jest jeszcze jedna osoba, o której muszę w tym tekście wspomnieć. Tą osobą jest bloger Kamiuszek. Nigdy nie byłem na jego blogu i nie wiedziałbym, że on istnieje, gdyby nie jego komentarze pod tekstami Toyaha i Coryllusa. Właśnie te jego komentarze są tym, co powoduje, że na jego blogu nigdy się nie pojawię.
Teraz przejdę do sedna całej sprawy.
 
 Uważam, że Coryllus jest pisarzem, który posiada talent. Co prawda to o czym pisze nie powoduje u mnie chęci zakupu jego kolejnych książek, bo ja się interesuję w zasadzie zupełnie czym innym, ale to nie umniejsza jego twórczości w najmniejszym stopniu.
A teraz wrócę niejako do tekstu Toyaha o tym nieszczęsnym The WHO. Otóż uważam, że Toyah jako „pisarz” nie sięga Coryllusowi do pięt. Napiszę więcej – Toyah wozi sie niejako na Coryllusie. By jednak nie było tak prosto i łatwo, to uważam, że Coryllus nieświadomie daje się wpuścić w „Toyaha” przyjmując jego sposób narracji, co wyraźnie widać w komentarzach pod notkami tak swoimi , jak i Toyaha. Do wszystkiego dochodzi ten przerażający mnie Kamiuszek.
 
 Cała Trójka wytworzyła wyjątkowo nieprzyjemny sposób narracji w który dominuje arogancja, lekceważenie i obrażanie. Nie brakuje też słów uważanych potocznie za wulgarne.
Ktoś to gdzieś określił jako „Banda Trojga” i coś w tym jest zachowując jednak wiadome proporcje.
Jeżeli ktoś w tym amoku wychodzi na głupka, to jest nim Coryllus właśnie.
Przykre to, co piszę, ale mi wolno.
Taki jest mój odbiór „sztuki”.
 Bo Coryllusie, to Ty na tym ucierpisz w swoim pisaniu. Nawet sobie z tego nie zdajesz sprawy, ale coraz bardziej stajesz się na swoim blogu kalką mało utalentowanego Toyaha.
Wiem, ze my ze sobą nie „gadamy”. Niech Ci więc to przekażą inni.
 
Ukłony 
Zebe
O mnie Zebe

Large Visitor Globe

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (88)

Inne tematy w dziale Rozmaitości