Zanim zaczniecie to czytać, to spojrzyjcie na tagi. Zresztą zawsze przed przeczytaniem jakiegokolwiek tekstu trzeba patrzeć na tagi, by w ogóle wiedzieć, o co autorowi „biega”. W przypadku Coryllusa i jego „bizantyjskich” notek to nieodzowne. Nieodzowne z tego powodu, że każda jego notka to swoisty „Traktat Lizboński” napisany z niezliczoną ilością ulotnych paragrafów i zastawionych pułapek z których nieświadomy delikwent wchodzący na jego blog może zostać pociągnięty do całkiem realnej odpowiedzialności. Tym niemniej blog Coryllusa to poważne wyzwanie intelektualne i co najgorsze - uzależniające.
Czytając dzisiejszy tekst „największego pogromcy wampirów” na S24 , bo tak można by było określić Coryllusa, ugruntowałem swoje zdanie nie tylko na temat jego twórczości, ale też i jego biznesowej strategii. Tak, świat się sprostytuował do tego stopnia, że podpis pod cyrografem diabła nie jest już dziś niczym gorszącym. Jednakże ostatecznie to nie diabeł poniesie konsekwencje.
Ci biedni Czesi nie są dla nas jakimkolwiek drogowskazem, bo Czesi to nie Polacy. Nie można przecież zastanawiać się nad tym, co by się działo w Polsce, gdyby jakiś sztukmistrz przeniósł na nasz grunt słynną fontannę kształtem odzwierciedlającym terytorium Czech, gdzie dwóch chłopaczków sika w to terytorium. Wszyscy wiedzą co by się u nas działo i nie ma się czemu dziwić. Nie ma więc sensu upatrywać swojego sukcesu w metodzie, która w nas musi budzić opór, bo my po prostu nie jesteśmy Czechami.
Każda strategia sprawdza się do czasu. Po czasie wymaga korekty. Jeżeli praliśmy w najlepszym proszku pod słońcem, wyróżniającym się – nie wiadomo dlaczego- od innych proszków, to po czasie nam się ten preparat znudzi, gdyż konkurencja właśnie co wynalazła proszek z jakąś „formułą z granulkami”. No to my nie możemy czekać i musimy na siłę dodać do naszego proszku „aloesu” lub innego egzotycznie brzmiącego specyfiku, żeby przynajmniej na moment skołować odbiorców – konsumentów.
Podobnie w modzie ( damskiej głównie), chociaż trochę jednak inaczej. Co 20-30 lat wraca się do tego co było. Tylko jedwab doskonalszy.
A sztuka ?
Zawsze funkcjonowały różne nurty. Konflikt związany z postrzeganiem nie jest nowością. Estetyka, prowokacja, minimalizm, rozbuchane ego. To już było przecież. Ostatecznie nie mój cyrk, nie moje małpy.
Coryllusie – kim jest niejaki Boson, że ważysz sobie ponadprzeciętnie jego zdanie. Może to faktycznie jakaś nowa jakość, która pchnie Cię biznesowo na nowe tory ?
"Nawet nie wiesz, durniu, ileśmy w ciągu minionych trzech dni sprzedali tych książek. I się nie dowiesz. Zdechniesz w niewiedzy." - to napisał Osiejuk pod moim tekstem na moim blogu. Dziwnie się to po dwóch dniach „skasowało”.
Wlazłem też dziś do Osiejuka (Toyaha). Tekst łatwy, miły i przyjemy. Tylko o co on się rzuca ?
Nowy „umęczony” ?
To nie jest bynajmniej ten nowy proszek z aloesem .


Komentarze
Pokaż komentarze (24)