By zbytnio się nie rozwodzić napiszę od razu na czym polega różnica pomiędzy alpinizmem, a innymi sportami określanymi jako ekstremalne, czy też niebezpieczne. Otóż w przeciwieństwie do tych wszystkich sportów, alpinizm jest jedyną dziedziną w której ryzyko utraty życia stale rośnie.
Gdyby chodziło tylko o samo wejście na szczyt, to alpinizm przestałby być określany mianem konkurencji sportowej, bo przecież prawie wszystkie szczyty zostały już zdobyte. Tak więc, by zachować pozory sportu, podnosi się poprzeczkę w ten sposób, że organizuje się wyprawy w skrajnie niekorzystnych warunkach pogodowych (pora roku) lub też zdobywa się szczyty od trudniejszej strony. Często także występuje kombinacja tych utrudnień. Siłą rzeczy takie wyprawy obniżają bezpieczeństwo ich uczestników.
Nigdy nie byłem himalaistą, czy też wspinaczem wysokogórskim. Prawdopodobnie cierpię też na lęk wysokości. Jedno jednak jest pewne – nie cierpię na klaustrofobię. W kultowej książce J. Hellera „Paragraf 22” jest takie jedno zdanie – „najlepszymi pilotami są ci, co się (ponadprzeciętnie) boją”.
To bardzo mądre zdanie, gdyż podkreśla odpowiedzialność takich osób. Przez całe swoje dorosłe życie jestem związany z górnictwem. Skutkuje to tym, że przez ponad 20 lat, każdego dnia byłem odpowiedzialny za zdrowie i życie podległych mi górników. Podziemia kopalni wbrew pozorom nie różnią się praktycznie niczym od wysokich szczytów w kwestii wyzwań i zagrożeń. To jednak skutkuje tym, że strach nie opuszcza nas ani na chwilę. Walące się skały, wysoka temperatura, wilgotność powietrza dochodząca do 100 %, mniejsza ilość tlenu, obecność w powietrzu niebezpiecznych gazów, stały przeciąg porównywalny do silnego wiatru, zapylenie i ogólna ciasnota pomieszczeń. To tylko niektóre czynniki, które charakteryzują środowisko kopalniane.
Opisuję to wszystko z tego powodu, ze górnictwo ma wypracowane wzorce zachowań w momencie kryzysu, czy też zagrożenia zdrowia i życia. Założeniem podstawowym jest to, że w takich chwilach człowiek może zachowywać się irracjonalnie. Są udokumentowane zdarzenia, gdy w trakcie podziemnego pożaru ludzie wyrywali sobie z rąk aparaty tlenowe, odcinali swoim kolegom drogę ucieczki poprzez zamykanie tam, tak by zwiększyć swoje szanse na przeżycie. Cała dotychczasowa solidarność w momencie nie była warta funta kłaków. Dlatego też opracowano surowe procedury, które miały takie sytuacje wyeliminować. Górnik musi zawsze mieć aparat tlenowy w zasięgu ręki. Ta zasada jest przestrzegana jak amen w pacierzu. To taka mała dygresja w tym tekście.
Przejdę do istoty sprawy. Jest taka grupa zawodowa nazywana ratownikami górniczymi i wbrew pozorom oni nie zajmują się tylko ratownictwem i niesieniem pomocy poszkodowanym. Większą część ich działalności stanowią prace , których zwykły człowiek nie byłby w stanie wykonać z tego powodu, że ryzyko utraty życia jest większe niż duże, a w pewnych warunkach wprost pewne.
Do takich zadań należy penetracja nieczynnych wyrobisk ( chodników) górniczych. Tę działalność ratowników można spokojnie przyrównać do zdobywania szczytu w Himalajach. W nieczynnych wyrobiskach występuje sporo zagrożeń dla życia. Nierzadko chodniki są nachylone niczym zbocze góry, dłuższe niż kilometr, a niebezpieczeństwo może wystąpić w każdej chwili, włącznie z odcięciem drogi odwrotu. Naczelną dewizą zastępu ratowników jest kontakt wzrokowy pomiędzy nimi oraz utrzymanie stałej łączności głosowej. Nad wszystkim czuwa szef zastępu ( zastępowy). W przypadku, gdy przynajmniej u jednego ratownika nie zadziała system łączności, cały zastęp wycofuje się do bazy pomimo tego, że oni się doskonale widzą i mają sporo sił. To samo dzieje się, gdy któryś z ratowników zgłosi nadmierna utratę sił lub złe samopoczucie.
Niedotlenienie lub zbyt duża ilość tlenu w powietrzu, którym oddychamy ma podobny wpływ na ludzki organizm. Stany te działają narkotycznie. Obserwuje się okresy nagłego pobudzenia, a czasami i euforii, które po pewnym czasie objawiają się nagłą utrata sił fizycznych oraz apatią. O tym każdy Himalaista powinien wiedzieć. Powinien wiedzieć, że musi niezależnie od okoliczności podjąć automatycznie prawidłową decyzję.
Na Broad Peak tego zabrakło. Zabrakło wymaganego strachu „przed”. Reszta to panika i trauma tych, co przeżyli. Pozostanie im z tym żyć. To straszne.
Broken Peak.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)