104 obserwujących
1684 notki
1480k odsłon
  110   0

Listy totalnej zgody

Platforma Obywatelska zapowiadała  na październik konwencję,  na której miał  być zaprezentowany program dotyczący przyszłorocznych  wyborów samorządowych. Wydaje się, że temat może zostać przesunięty w czasie.

Temat wspólnych list wyborczych  staje się jednak coraz bardziej naglący, o czym mówi coraz więcej polityków  tak PO jak i Nowoczesnej.

W obecnej sytuacji wydaje się, że tzw. „wspólna lista” wyborcza opozycji, sprawi Platformie Obywatelskiej mało komfortową sytuację.

Nie jest tajemnicą, że tak naprawdę jedynym beneficjentem takiej listy byłaby Nowoczesna. Partia bez zaplecza w terenie, mogąca liczyć co najwyżej na zauważalne poparcie w dużych ośrodkach miejskich, a to głównie  kosztem Platformy Obywatelskiej. Partia Ryszarda Petru może też teoretycznie zabrać część głosów obyczajowej, neoliberalnej lewicy, dotychczas kojarzonej z Ruchem Palikota. To jednak będzie zależało od sprawności  - lub raczej jej braku - ugrupowań po lewej stronie sceny politycznej.

Wspólna lista nie jest także w interesie PSL, które co prawda nie powtórzy wyniku osiągniętego w ostatnich wyborach samorządowych, ale nadal ma w miarę stabilną pozycję w ośrodkach wiejskich, co nie znaczy, że przełoży się to na kolejne wybory. Tym razem parlamentarne.

Tak, czy siak, Grzegorz Schetyna i tak jest w trudnej sytuacji. Wspólna lista wyborcza prawie na pewno wywoła niezadowolenie dołów partyjnych w terenie, a także zelektryzuje część opozycji parlamentarnej, nieprzychylnej Schetynie, w samej PO.

Przewidywalny, słabszy wynik w tych wyborach w skali krajowej, będzie koronnym argumentem wewnętrznej opozycji do tego, by Schetynę usunąć ze stanowiska. Jeżeli do tego doszłaby wspólna lista z Nowoczesną, to w tych okolicznościach losy przewodniczącego PO byłyby przesądzone.

Nie można też wykluczyć, że w ostatecznym kształcie list wyborczych opozycji  w wyborach samorządowych oraz – pewniej - w wyborach parlamentarnych,  jakąś rolę odegra Bruksela. Niewykluczona jest też w tym temacie jakaś  rola Donalda Tuska. Stawka jest wbrew pozorom duża i dotyczy być albo nie być Nowoczesnej, której grozi realnie samorządowa klęska wyborcza , a to przełoży się na następne w kolejce  wybory do polskiego Parlamentu.

Nie jest chyba tajemnicą, ze projekt „Nowoczesna” jest wygodnym pasem transmisyjnym Georga Sorosa. W  powstanie projektu  zaangażowane były w Polsce  wszystkie organizacje, w których miał on jakiś tam udział.

Dlatego nie sądzę, by postanowiono wylać dziecko z kąpielą, gdyż zapewne nie zaniechano planów destabilizacji sytuacji politycznej w Polsce. Jak widać na przykładzie KOD-u, to Nowoczesna wraz z Gazetą Wyborczą, stała na „barykadach”, marząc o nowym Majdanie. Platforma Obywatelska była tu jedynie przysłowiowym kwiatkiem do kożucha, co bieg zdarzeń potwierdził. W porę się zorientowano, że to sztuczne pompowanie balonu Nowoczesnej.

Pomimo tego w jakimś sensie obie partie są skazane na siebie i bynajmniej nie budzi to samozadowolenia Grzegorza Schetyny oraz większości członków PO. Platforma ma na tyle potencjału, że mogłaby zjeść Nowoczesną na śniadanie.

Największym jednak mirażem jest to, że obie partie będą kiedyś razem współrządzić. By tak było, Nowoczesna musi przetrwać. Nie sądzę jednak, by Platforma się tym zbytnio przejmowała.

Dlatego decyzje będzie podejmowała w ostatecznym rozrachunku szeroko rozumiana Bruksela.

 

 

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka