W bardzo dziwnym kraju przyszło nam żyć. Byle urzędniczyna może w pojedynkę zniszczyć firmę i nie ponieść za to jakichkolwiek konsekwencji. Wszystkim znany jest przypadek Romana Kluski i jego Optimusa, który rozłożyli niedouczeni śledczy ze skarbówki. Po długoletnim procesie, sąd przyznał rację właścicielowi firmy, jednak utraconej reputacji i zdrowia nikt już nie był w stanie mu zwrócić. Urzędnicy przyznają sobie nagrody za wytropienie okradających skarb państwa. Nie ważne, czy wykryte szwindle, to prawdziwe przekręty, czy zwyczajne pomyłki. Sztuka jest sztuka. Nic dziwnego, że w naszym kraju podatnik boi się skarbówki.
Najgorsze są jednak sytuacje, gdy wszechwładni urzędnicy popełnią błąd i przedsiębiorca musi zacząć udowadniać, że nie jest koniem. Nawet, gdy okaże się, że racja jest po stronie podatnika, nikomu z głowy włos nie spadnie. Ciekawe, czy oddają wówczas także premie za wykryte „kanty”. Podobnie jest w ZUS-ie.
Kilka lat temu zorientowałem się, że z konta mojej firmy wyparowała znaczna suma pieniędzy. Po wyjaśnieniach z bankiem dowiedziałem się, iż kwota ta została zajęta przez komornika na poczet zaległości wobec ZUS-u. Zdziwiło mnie to niezmiernie, bowiem nigdy nie zalegałem żadnych wpłat wobec tej instytucji. Wybrałem się więc do odpowiedniego inspektoratu ZUS, aby wyjaśnić nieporozumienie. Panie urzędniczki potraktowały mnie bardzo miło i rychło wyszło na jaw, że doszło do pomyłki. Nie popisała się któraś pani biurwa i omyłkowo wysłała komornika do niewłaściwej firmy. Nazwa była taka sama, ale właściciel i NIP inny. Cóż, pomyłki się zdarzają, więc skoro wyjaśniliśmy owe nieporozumienie, oczekiwałem na szybki zwrot moich pieniążków. Ha! Okazuje się, że to nie takie proste!
Urzędniczka wyjaśniła mi, że ZUS od razu odda wszystko, co wziął – ok. 1600 złotych. Reszta – to było ok. 8 tysięcy złotych została zagarnięta przez komornika. A ZUS nie zwróci jego prowizji… Jednym słowem, pani się pomyliła i 8 „kawałków” poszło się przejść. Komornik swoją robotę wykonał i uczciwie pieniądze zarobił… Ta szokująca prowizja wynikała z tego, że każda operacja na moim koncie, kosztowała 100 złotych. Niedopłata 22 złote dla ZUS i 100 zł dla komornika, kolejne 13 złotych na Fundusz Pracy i „stówa” dla komornika… To jest fucha!
Nie ukrywam, że po tych wyjaśnieniach, już przestałem być miły. Zażądałem audiencji u naczelniczki placówki, a ta nadal nie wiedziała, o co się pieklę… Nie należę, niestety do ludzi, którzy codziennie znajdują 8 tysiączków na ulicy. Ropa także nie trysnęła mi w ogródku, więc nie zamierzałem odpuścić. A pani swoje… W końcu zrezygnowana, że nie dociera do mnie, że ZUS nie może zwrócić mi kasy za usługę komornika, zapytała zdenerwowana: „To może mam tej pani, co się pomyliła, zabrać z pensji???”. Myślę, że byłaby to wystarczająca kara za niekompetencję urzędniczki. Sprawa została zamknięta po prawie 2 tygodniach, gdy zagroziłem pozwem sądowym.
Kasa w całości wróciła na moje konto, jednak kosztowało mnie to 3 dni pracy na wykłócanie się z ZUS-em, za które nikt mi nie zapłacił, paliwo stracone na kolędowanie po bankach i inspektoratach, oraz sporo zdrowia. Zapomniałbym o tym, że przez ponad 2 tygodnie miałem zablokowane nieco pieniędzy. Nie usłyszałem nawet za to słowa: przepraszam. Nie sądzę, aby urzędniczka odpowiedziała za to zamieszanie. Ciekawy jestem tylko, kto zapłacił za komornika? Nie sądzę, aby zgodził się on pracować za friko. Obawiam się, że takich sytuacji jest mnóstwo i płacimy za to my z naszych składek… Nie dziwmy się, że na emerytury już nie wystarcza.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)