Niedawno ktoś napisał piękne słowa. „Gdy Polacy dostają instrumenty do budowy nowego państwa – zawsze wyjdzie im Polska. Rozkrzyczana, wąsata i pijana”. Nic dodać, nic ująć. To, czego nienawidzę najbardziej, to polskiej mentalności. Gdziekolwiek się Polacy nie pojawią, inne nacje uważają za głupsze. Nie szanują niczego poza własnymi ideałami. „Polak potrafi” – to oklepane powiedzenie świadczy o nas najlepiej. Uważamy się za najmądrzejszych i najwspanialszych na świecie. Jesteśmy niemal chodzącymi ideałami. Polacy doskonale wiedzą, co jest najlepsze dla reszty. Każda odmienność jest problemem o niewyobrażalnej wielkości. Zawsze tłumaczyłem sobie, że naszą koślawą mentalność wykształtowały lata życia w komunie. Ze zgrozą muszę przyznać jednak, że ludzie z mojego pokolenia i młodsi stają się tacy sami. Niedaleko pada w końcu jabłko od jabłoni – stają się tacy sami, jak ich rodzice.
Jedną z naszych największych wad jest roszczeniowość. Polak z góry uważa, że mu się wszystko należy. Niby komuna się skończyła, ale, jak widać mentalnie jeszcze wielu w niej tkwi. Widzę to szczególnie przy naborze ludzi do pracy. Nic nie potrafię, nic nie osiągnąłem, nie znam języków, ale mam dyplom! I chcę na rękę 5 tysięcy złotych. Inny przykład to wieczne utyskiwanie sierot po komunie, którym się nie powiodło. Na co dzień słyszymy, że Solidarność kogoś oszukała, że SLD, PiS, PO (niepotrzebne skreślić) nas orżnęło i dlatego jest nam źle. Poprzedni ustrój, w którym praca była obowiązkiem się skończył, ale wielu tego nie zauważyło. Mam gołą dupę, bo wywalili mnie z pracy, a nowej rząd mi nie zapewnił. I tak dalej i tak dalej. W tym kraju każdy uważa, że mu się należy – rolnicy, lekarze, górnicy, stoczniowcy…
Drugą naszą cechą jest zazdrość. Wiele bym dał, aby Polacy przyjęli amerykańską mentalność. Tam osoba, której się powiodło jest inspiracją dla innych do osiągnięcia sukcesu. Skoro on mógł, to ja też! Biorę się do roboty i też odniosę sukces! Ale w Polsce tak się nie da… Skoro dobrze zarabiasz i odnosisz sukcesy zaraz znajdziesz się na celowniku sfrustrowanych sąsiadów. Skąd może mieć kasę na zagraniczne wojaże? Jak mógł uczciwie zarobić na nowego Mercedesa, czy BMW? Nie mógł! Na pewno ukradł i to pewnie państwowe pieniądze, czyli mnie okradł. Najlepiej więc porysować mu lakier gwoździem, albo, żeby było tak po polsku wysłać anonimowy donosik do skarbówki. Najlepsze widowiska dla gawiedzi to akcje CBA u miliarderów. Niech im zabiorą i niech jeżdżą codziennie zatłoczonymi tramwajami, złodzieje!
Nie potrafimy cieszyć się tym co mamy. Nie doceniamy tego, ile się w naszym kraju zmieniło. Wokół pełno smutnych, zaciętych twarzy, na których nie gości uśmiech. Nie wiem, dlaczego to sobie robimy. Toż to jakiś masochizm. Zawsze mamy dla siebie usprawiedliwienie. Nigdy pretensji do siebie. Jest nam ciągle źle, bo mało zarabiamy, bo sąsiad ma, a ja nie, bo zimno, bo pada, bo wszystko nie tak… Bez końca czekamy na cud, który nie nadchodzi i nie zmieni naszego losu. I tak sobie żyjemy w tej naszej dziadowskiej mentalności. No, bo przecież to nie nasza wina, że jest nam źle. To wina rządu, prezydenta, historii, firmy w której pracujemy, szefa, każdego byle nie nasza.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)