Niespodziewanie objawił nam się pewien precedens prawny. Otóż kilkoro pisowskich posłów, chcących zapewne zaistnieć przed zbliżającą się kampanią wyborczą, zeznaje jako świadkowie w sprawie "Nergala”. Adam Darski – lider niszowego zespołu Behemot, a dla człowieka mniej wysublimowanego muzycznie, były facet „Dody”, podczas koncertu w 2007 roku publicznie podarł Biblię. Chociaż sam nie jestem katolikiem, uważam ten czyn za naganny i żałosny. Mimo wszystko, sądzę, że nie warto było wytaczać artyście procesu sądowego z tego powodu, bo to tylko przysparza mu reklamy. Mało kto wie, że Behemot w kręgach odbiorców death metalu uważany jest za absolutną światową czołówkę. Po co więc taka prowokacja Darskiego?
Najśmieszniejsze jest jednak to, że w procesie zeznają Jolanta Szczypińska, Andrzej Jaworski, Zbigniew Kozak, czy Hanna Foltyn-Kubacka. Żadne z nich nie wygląda na fana tego typu muzyki i też nikogo z nich na koncercie nie było. Po co więc świadkują? Zapewne wielu obywateli mogło poczuć się urażonych zachowaniem Darskiego, ale tylko politycy nie omieszkają skorzystać z okazji do darmowej reklamy. Coś tam usłyszałem, że gdzieś coś się stało, więc moje uczucia religijne być może zostały obrażone. A, że przy okazji, media poinformują, że zeznaję w procesie? Najwyżej upiekę 2 pieczenie na jednym ogniu.
Zawsze uważałem, że najlepszy dział marketingu posiada kościół. Nie tak dawno wypromowano do rangi wybitnej artystki niejaką Dorotę Nieznalską. Zapewne nikt dzisiaj nie słyszałby o tej dziewczynie, gdyby nie katoliccy spece od reklamy. Nikomu nieznana twórczyni przez duże „TFU”, postanowiła wsadzić kij w mrowisko, czyli zdjęcie penisa do krzyża. Zapewne „dzieła” pani Doroty zostałyby obejrzane przez kilkadziesiąt osób na jej marnej wystawie i równie szybko zapomniane, ale zadziałał kościelny dział marketingu i Nieznalską poznała cała Polska! To się nazywa promocja! Rozśmieszyła mnie kiedyś wypowiedź dyżurnego pajaca polskiej polityki, byłego posła ZChN i Samoobrony, który stwierdził, że instalacje Nieznalskiej to bezeceństwa i obrzydliwości. Gdy dziennikarka zapytała, czy był na wystawie, odpowiedział, że nie … bo bezeceństw i obrzydliwości nie ogląda. Ale donosik do prokuratury popełnił…
Prawdziwą perełką było jednak wylansowanie przeboju pewnego wiejskiego zapiewajły z Niemodlina, który ułożył satyryczny tekst o księżach na melodię kościelnej piosenki. Żartobliwy kawałek byłby znany zapewne tylko najwierniejszym fanom zespołu, gdyby nie dział marketingu kościoła. Zrobiła się z tego wielka afera, w efekcie której, chyba każdy Polak musiał usłyszeć to dzieło, a sprzedaż płyt jego wykonawcy niespodziewanie skoczyła do góry. Morał z tej przypowieści jest jeden – jeśli planujesz event to najlepiej z fachowcami od reklamy. Sukces murowany!


Komentarze
Pokaż komentarze (1)