Romans lewicy ze środowiskiem gejowskim dobiega końca. Robert Biedroń, twarz i naczelny wojownik ruchu homoseksualistów obraził się nie na żarty na SLD i Grzegorza Napieralskiego. Biedroń miał bowiem otrzymać eksponowane miejsce na lewicowej liście. I co? Jajco! Okazało się bowiem, że temat gejowski może być na dłuższą metę niewygodny, a Robert – pupil mediów, może przynieść dla SLD więcej szkody niż pożytku. Na nic stały się więc taneczne wygibasy Ryszarda Kalisza. Na nic kokietowanie gejów i lesbijek. Na nic tęczowe koszulki na Paradzie Równości. Dobrego miejsca na liście warszawskiej dla naczelnego geja kraju nie będzie.
SLD próbowało szukać dla Biedronia miejsca na listach w innych miastach. Bezskutecznie. Nie chciano go ani, w Gdańsku, ani w Gdyni, ani na ścianie wschodniej… W Trójmieście lewica robiła niemal łapanki na ulicy, aby kogoś wstawić na listy, a tu miejsc brak! W ulicznej zasadzce złapano nawet Leszka Millera, który ma pociągnąć czerwonych do Sejmu. Czy Biedroń ze stolicy byłby wyborczą lokomotywą dla SLD w Trójmieście? Raczej wątpię. Napieralski próbował jeszcze wcisnąć kukułcze jajo na listę w Chrzanowie. Babićka Biedronia nie pohazi z Chrzanowa, więc nic z tego nie wyszło. Teraz Robert się obraził i wiesza psy na lewicy. W zasadzie słusznie, bo może się poczuć wykorzystany przez tę partię. Jak trzeba było się lansować, to politycy SLD jeździli na platformach na gejowskich paradach. Gdy przyszło do układania list, zwyczajnie zdryfowali. Myślę, że Biedroń pozbył się złudzeń, że lewica walczy z homofobią.
Na zakończenie wygłupił się Marek Wikliński, który ośmieszył działacza Kampanii przeciw Homofobii. Polityk SLD stwierdził: „ Jestem tak taktowny wobec pana Roberta Biedronia, że aż się obawiam, żebym nie stał się obiektem adoracji z jego strony”.
Coż, żart prostacki, niczym niedawny Węgrzyna z PO.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)