Anna Kalata kokietuje komitety wyborcze, które biją się o jej względy. Nie za bardzo pojmuję, dlaczego ludowcy z PSL usilnie zabiegają o ex minister. Czyżby drużyna Waldemara Pawlaka miała za krótką ławkę rezerwowych, że potrzebuje wciągać na listy celebrytów? Jakoś w ogóle mam sporą awersję do tej formacji. PSL to dla mnie największe pasożyty, które wejdą w każdy koalicyjny układ, byle tylko pozostać przy korycie.
Pani Kalata, o czym mało kto pamięta, z nadania Samoobrony została ministrem pracy w rządach Marcinkiewicza i Kaczyńskiego. Jedyne, czym wówczas zapisała się w pamięci, to wynajęciem wizażystki na koszt podatników. Jak widać były to pieniądze wyrzucone w błoto, bo o poprzednim image Kalaty nie ma co się rozwodzić. Na ministerialną karierę tej pani również proponuję zasunąć kurtynę milczenia, bo i mówić nie ma o czym. Wydawałoby się, że to koniec jej politycznej kariery. Nic bardziej mylnego – Kalata odrodziła się, niczym feniks z popiołów. Gdy pojawiła się po kilku latach publicznego niebytu, wszyscy przecierali oczy ze zdumienia. „Wylaszczyła” się pani minister niemożliwie. Już nie przypominała niesympatycznego babiska sprzed lat. Gratuluję i podziwiam. Tylko, czy ta niesamowita metamorfoza upoważnia ją jednak, aby wrócić do polityki? Ostatnio pani Kalata poza epizodami w Bollywood i "Tańcu z Gwiazdami" oraz sesjami w kolorowych czasopismach, gdzie opowiadała o hinduskiej medytacji i swojej przemianie, niczym specjalnym nie zasłynęła. Zatem, o co tyle zachodu, aby wciągać ją na listę PSL? Widać ludowcy uznali, że ich wyborcy to zgraja idiotów, którzy zagłosują na buzię znaną z telewizora… Tacy politycy, jak ich wyborcy.
Ciekawostką jest fakt, że Kalata w 1996 roku pozwała PZU o odszkodowanie za utracone korzyści z tytułu niezdolności do pracy. W grudniu 2006, jako członkini Komisji Nadzoru Finansowego głosowała za powołaniem na stanowisko prezesa zarządu PZU Jaromira Netzla, który przeszedł to głosowanie jednym głosem. Wkrótce potem zarząd PZU, działając w trybie nadzwyczajnym, zawarł z nią ugodę, w wyniku której w czerwcu 2007 PZU wypłacił jej odszkodowanie (wraz z odsetkami) w wysokości 1,3 mln zł… Cóż, za taką kasę to nawet posłanka Sobecka i Nelly Rokita przeszłyby metamorfozę.
Ktoś chyba jednak zapomniał, że wybory do parlamentu to nie konkurs piękności. Czy przypadkiem Sejm i Senat nie są instytucjami stanowiącymi w Polsce prawo? Czy przypadkiem nie lepiej wybierać kogoś kompetentnego, a nie przypadkowego celebrytę lub kogoś z rodziny ofiary katastrofy w Smoleńsku?


Komentarze
Pokaż komentarze (3)