Donald Tusk zaproponował merytoryczną debatę pisiorom. Oczywiście, jak można było się spodziewać, sztabowcy PiS-u nie podjęli rękawicy. Widocznie jakieś resztki instynktu samozachowawczego jednak mają. Premier dobrze sobie wykombinował te debaty. Wszystkim jest doskonale znana pustka umysłowa Jarosława K. i jego dworu, więc wynik tego starcia byłby łatwy do przewidzenia, a pozycja premiera jeszcze by się wzmocniła.
Zastanawia mnie jednak fakt, iż Tusk swoją propozycję skierował wyłącznie do PiS. Patrząc na ostatnią jatkę w sejmie, można odnieść wrażenie, że kraj podzielony jest wyłącznie na dwa obozy. Poza Polską peowską i Polską pisowską, zdaje się nie być nic więcej. To ciekawa teoria, ale zdaje się nie mieć potwierdzenia w rzeczywistości. Ma rację Ryszard Kalisz, wściekając się o to, że w dialogu o stanie państwa pomija się lewą stronę sceny. Żarty, żartami, ale merytoryczna debata o stanie państwa i wielu ważnych sektorach, na pewno by się przydała. Od dawna takiej nie doświadczamy, za to jesteśmy zalewani falami populizmu, demagogii i oszczerstw. Na pewno nie jest nam potrzebna emocjonalna kampania smoleńska, a na taką PiS się szykuje.
Inna sprawa to faktyczny stan opozycyjnych umysłów, który z pewnością nie jest oszołamiający. Tusk doskonale zdaje sobie sprawę z mizerii umysłowej swoich oponentów i może spokojnie, z otwartą przyłbicą, wyzwać rywali na ubitą ziemię. O wynik szeregi PO mogą być spokojne. To, jak nie przymierzając starcie Wisły Kraków z Tygrysem Miłocin. Niżej notowany rywal, wyłącznie faulując ma szanse na uniknięcie kompromitacji… Od dawna Donald Tusk i PO grają w wyższej lidze niż ich konkurenci. Dla PiS-u i SLD, o innych nie wspominając, siła Platformy jest jedynie w sferze marzeń. Uważam, że nie do końca to dobrze. PO jest bowiem słabe słabością swoich rywali. Jak w sporcie, zażarta konkurencja wymusza rozwój i lepsze wyniki. Konkluzja z tego wszystkiego jest jedna – zarówno PiS, jak i lewica zmarnowały ostatnią kadencję. W żaden sposób się nie wzmocniły i nie przygotowały merytorycznie do nowych wyborów. Zapaść intelektualna PiS-u jeszcze bardziej się pogłębiła i gdyby nie sprawa smoleńska, którą uparcie próbuje odgrzewać przy byle okazji, w zasadzie nie miałby o czym debatować… Przykre to, ale takie niestety mamy elity polityczne. Może więc zamiast głosować na celebrytów, sportowców, czy członków rodzin smoleńskich, warto zagłosować na fachowców i autorytety.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)