Konfederacja bredzi o kryptowalutach jako bytach samodzielnych i niezależnych i jednocześnie nie sprzeciwia się poddaniu ich regulacjom państwowym i unijnym. Dlaczego?
Żeby to wyjaśnić musimy przypomnieć sobie na czym polega posiadanie BTC w rozumieniu sieci Bitcoina. Otóż właścicielem BTC jest ten, czyj identyfikator jest ostatnim identyfikatorem w łańcuchu podpisów konkretnego BTC. Nie wnikając w szczegóły identyfikator jest tak skonstruowany, że posługiwać się nim wobec sieci Bitcoin może tylko osoba, która ten identyfikator utworzyła i posiada tajny klucz do posługiwania się tym identyfikatorem.
Innymi słowy fundamentalnym założeniem sieci Bitcoina jest to, że nie jest możliwe utworzenie miejsca przechowywania BTC, bo wiązałoby się to z przekazaniem anonimowo i anonimowej osobie trzeciej tajnego klucza umożliwiającego kontrolę posiadanego BTC.
Jak zatem powstała Binance czyli giełda BTC? To proste. Z „superkoparki krypto”, która aktualnie kopie wszystkie nowe bloki. I nie chodzi wcale o „kopanie” bitcoinów, bo te jak zawsze są bezwartościowe. Chodzi o bloki, czyli prawo do dopisywania transakcji do blokczajana. Mając zmonopolizowany dostęp do rejestrowania transakcji bitcoinami czyli swobodę decydowania, które transakcje zostaną zrealizowane, a które nie, ten super dyspozytor może swobodnie regulować „kursem giełdowym” przedmiotu handlu na tej „giełdzie”. Trzeba pamiętać, że wszystkie transakcje w sieci Bitcoin są anonimowe, a samo wygenerowanie takiej transakcji i jej przedstawienie sieci Bitcoin do realizacji to mikrosekundy pracy komputera. Jak już to wyjaśniłem w pierwszej notce, maksymalna przepustowość sieci Bitcoin to ok. 10 tys. transakcji na każde 10 minut. I chociaż transakcjie te są anonimowe dla samej sieci i innych użytkowników, to nie są anonimowe dla dyspozytora, który sam je generuje i sam decyduje, które dopisać do blokczajna.
Z resztą na giełdzie Binance nie jest to aż tak istotne, ponieważ „inwestorzy” nie dostępują tam posiadania kryptowalut. Jeszcze raz przypmnę BTC posiada ten, kto posiada tajny klucz, a „inwestorzy” na Binance otrzymują jedynie saldo BTC na swoim koncie. Czyli tak samo jak przy kredycie we franku, nikt franka nie widział, tak na giełdzie kryptowalut nikt kryptowaluty nie widzi.
W tym miejscu zaczyna być coraz bardziej widoczna istota przekrętu o nazwie „giełda kryptowalut”. Staje się jasnym dlaczego poprzednie „giełdy kryptowalut” zbankrutowały i dlaczego aktualnie działające też zbankrutują. W następnej notce wyjaśnię jak możliwy jest cud, że giełda, jako instytucja pośrednicząca w kupnie i sprzedaży walut i przez to z natury rzeczy odporna na bankructwo, w przypadku „giełdy kryptowalut” jednak może zbankrutować.
A dlaczego Konfederacja nie sprzeciwia się ingerencją państwa w ten „wolnościowy” biznes? Mało tego, zachęca do takiej ingerencji?
To proste, chodzi o stworzenie u leszczy wrażenia, że wkładają swoje pieniądze w biznes jak każdy inny, bo akceptowany i regulowany przez państwo.
Piszę jak jest
Inne tematy w dziale Gospodarka