Anita Anita
70
BLOG

Dżinsowy szyk...

Anita Anita Kultura Obserwuj notkę 20

Załatwiałam wczoraj ważną sprawę w Pierwszym Urzędzie Skarbowym na ul. Lindley'a. Kilka lat już tam nie byłam i zastanawiałam się, czy coś się od tamtej pory zmieniło. Na parterze spytałam, gdzie mogę załatwić swoją sprawę, więc wysłano mnie do  pokoju na II piętrze, stamtąd do kolejnego, a z tego kolejnego jeszcze do następnego. Ten ostatni okazał się już na szczęście właściwy, bo moja cierpliwość dramatycznie stopniała. Ale, że musiałam nieco czekać na swoją kolej jako baczna obserwatorka poczyniłam pewne spostrzeżenia.

Zdecydowanie odmłodniała kadra zatrudnionych urzędników. Przeważają oczywiście młode kobiety, wręcz dziewczyny. Co chwila otwierały się jakieś drzwi, z których wychodziła jedna urzędniczka, potem z innych następna, za chwilę też wracały, a inne wychodziły. Zastanawiał mnie ten ruch, bo rzadko kiedy jakaś niosła dokumenty, za to stukała obcasami po posadzce, co przy moim bólu głowy było dla mnie nieprzyjemnie. Ale nie to najbardziej mnie jednak zadziwiło, tylko fakt, że dosłownie wszystkie te młode osoby ( a naliczyłam ich kilkanaście) paradowały ubrane w dżinsy z często dość swobodną górą: bluzy z kapturami, frywolne bluzki z falbankami, rozdekoltowane i obwieszone dużą ilością tandetnej biżuterii. Przepraszam, jedna panienka była w spódniczce, ale też dżinsowej...

Pracowałam w kilku firmach, w których to byłoby nie do pomyślenia, a szczególnie w miejscach, gdzie obsługuje się interesantów, a w US przecież tak właśnie jest. Nie jestem specjalnie konserwatywna, ale akurat w  tym konkretnym przypadku wyznaję pogląd, że należy zawsze mieć na uwadze fakt, gdzie się pracuje i dopasowac swój ubiór do tego miejsca, bo będąc pracownikiem danej firmy, intystucji  pracuje się też na jej wizerunek. Opięte, wytarte dżinsy nie są strojem, który akceptuję jako właściwy dla urzędnika instytucji państwowej. Dziwię się, że w takich instytucjach nikt nie zwraca na to uwagi, że nie ma wypracowanych zasad obowiązujących pracowników dotyczących ich prezentowania się wobec obsługiwanych interesantów.

Ponieważ od dawna odwykłam od czegoś takiego, robiło to na mnie nieprzyjemne wrażenie miejsca, w którym czas się zatrzymał. Pamiętam bowiem taką właśnie bardzo swobodnie ubraną urzędniczkę banku państwowego, która obsługiwała mnie przed wielu laty na ul. Kredytowej czy Czackiego, w dodatku paląc papierosa. Dziś w bankach to kompletnie niemożliwe, dlaczego zatem jest to jeszcze możliwe w państwowym urzędzie? Czy nie moża tu wydać czegoś na wzór dress code'u-  zbioru pewnych reguł i zasad ubioru służbowego? Czy nie byłoby  to okazaniem interesantom większego szacunku, jak i szancunku dla państwa, którego interesy reprezentuje instytucja, w której się jest zatrudnionym?

 

Anita
O mnie Anita

e-MAIL                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (20)

Inne tematy w dziale Kultura