Gdy chodziłam do szkoły podstawowej jeden z naszych kolegów z klasy popełnił w domu samobójstwo. Widziałam na sąsiednim podwórku stojąca karetkę, milicyjne auta i owinięte czarną folią zwłoki chłopca wynoszone na noszach. W szkole ani następnego dnia ani żadnego innego nikomu nie przyszło nawet do głowy, by w miejscu, w którym siedział w ławce ustawić jego zdjęcie. Był lubiany, wszystkim dzieciom i nauczycielom było bardzo smutno z powodu jego nagłej i dramatycznej śmierci, na pogrzebie była prawie cała szkoła i długo go jeszcze wspominaliśmy, ale żałobę czuje się przede wszystkim w sercu….
W liceum pierwszego dnia po wakacjach dowiedzieliśmy się o tragicznej śmierci kolegi z klasy. Marek był najfajniejszym chłopakiem ze wszystkich 10-ciu, jacy byli. Przystojny, zabawny, inteligentny i kulturalny, co w tym wieku nie zawsze idzie w parze. Żal był ogromny, ale w jego ławce nikt nie postawił jego fotografii, swoją żałobę każdy z nas przeżywał na swój sposób…
Szef jednej z firm, w której pracowałam w trakcie podróży służbowej zginął w tragicznym wypadku samochodowym. Był człowiekiem znanym również poza zawodowym środowiskiem i uznanym za świetnego w swoim fachu. To była ogromna strata dla firmy, dla całej grupy zawodowej i dla nas, pracowników, którzy darzyli go szczerym szacunkiem. Pomimo tej ogromnej straty w wielkiej i znanej firmie nikt nie wystawił w jego gabinecie zdjęcia na parę miesięcy i nie uczynił go na ten czas bezużytecznym, na jednym z najbliższych zebrań władz firmy, już po pogrzebie, dokonano wyboru następcy, który zasiadł w opuszczonym gabinecie… Żałoba po śmierci szanowanego przez wszystkich człowieka, po nagłym i tragicznym odejściu nie mogła wpłynąć na funkcjonowanie całej organizacji, zakłócić jej działalność i odciągać uwagę załogi wykonującej ważne i odpowiedzialne zadania. Chociaż żal pozostał i pozytywne wspomnienia długo jeszcze powracały w prywatnych rozmowach…
Dlatego z niezrozumieniem, brakiem akceptacji i wreszcie z irytacją patrzę na obrazki z sali sejmowej, na której przedstawiciele jednej partii urządzili sobie ołtarzyki z wizerunkami i kwiatami ułożonymi na miejscach, gdzie siedzieli posłowie, którzy zginęli w katastrofie lotniczej. Wszelkie argumenty, że jest to dowód ich żałoby odrzucam, bo żałoba odgrywana na pokaz budzi u mnie podejrzenia co do szczerości i głębokości odczuwania. Przedstawiciele tych samych „żałobników”, którzy ze smutną miną prawią o żałobie w trakcie kampanii prezydenckiej świetnie bawili się m.in. na happeningu hipisowskich przebierańców PiS and Love.
Teatralne gesty dobre są na scenie, w życiu jednak trącą sztucznością i nieszczerością. Nie wiem na co liczą autorzy pomysłu, ale nikt kogo znam i z kim rozmawiałam na ten temat nie dał się złapać na lep tak odgrywanej „bolesnej żałoby”. To już nawet nie jest smutne, to staje się po prostu żałosne i przez to śmieszne, chociaż tak być przecież nie powinno. A co czują ci posłowie, którym w tak dramatycznych okolicznościach przyszło zastąpić zmarłych? Po co pytam, oni się przecież w tym przedstawieniu nie liczą, ot, drugorzędni aktorzy, którzy przyszli odegrać swoje epizodyczne role w przedstawieniu. Jeśli więc jakaś myśl autorom tego przedstawienia przyświecała, to w efekcie wszystko sprawia jak najgorsze wrażenie na większości widzów i jest bez wątpienia nie tym, czego oczekiwali.



Komentarze
Pokaż komentarze (27)