Po pierwsze z dużą dozą prawdopodobieństwa zaspałabym, bo z powodu braku prądu nie obudziłaby mnie muzyka z radiobudzika zasilanego prądem.
Po drugie z powodu braku wody, którą pompują na piętra elektryczne pompy nie mogłabym się umyć, bo zapasów wody z przyczyn oczywistych przecież nie zrobiłam.
Po trzecie - ponieważ w moim budynku nie ma gazu, a są jedynie kuchnie elektryczne, zamiast porannej kawy mogłabym co najwyżej napić się soku lub wody mineralnej.
Po czwarte, przed wyjściem z domu zastanawiałabym się co zrobić z zapasami jedzenia w zamrażalniku, pewnie rozłożyłabym przy lodówce kilka ręczników, aby zatrzymały ewentualnie wyciekającą wodę.
Po piąte, wiedząc z radia na baterie (dobrze takie mieć!) o rozmiarze awarii zastanawiałaby się, co dalej w takiej sytuacji robić, czy ruszać się w ogóle z domu, czy w nim pozostać…
Po szóste, gdy pewnie zdecydowałabym jechać do pracy, musiałabym pokonać po schodach kilka kondygnacji, aby dostać się do garażu, bo oczywiście winda nie działaby. Tu, jeśli w egipskich ciemnościach dotarłabym do auta, mogłaby mnie spotkać przykra niespodzianka w postaci… zamkniętej bramy garażowej, która otwiera się elektrycznie. Przyjmując, że jednak jest możliwość ręcznego jej otwarcia następną przeszkodę musiałabym pokonać przy wyjeździe z osiedla, bo szlaban też otwiera się automatycznie...
Po siódme, trudno mi sobie wyobrazić, jak wyglądałaby moja droga do pracy przez ulice Warszawy pozbawione sygnalizacji świetlnej, jakie byłyby korki i panujący paraliż…
Po ósme, podobne jak w domu problemy miałabym w garażu w pracy, ale tu z pewnością garaż nie przyjmowałby w ogóle samochodów, więc zaparkowałabym bezpłatnie na ulicy, bo z powodu braku prądu parkometry też, ku uciesze wszystkich, nie działałyby... ;)
Po dziewiąte, w hallu ochrona budynku pewnie poinformowałaby wszystkich spieszących do pracy, że w dniu dzisiejszym nici z pracy, brak prądu więc nie działają bramki przy windach, karty dostępowe, windy, oświetlenie, klimatyzacja, komputery, a ponadto budynek pozbawiony jest wody itd.
Po dziesiąte, pewnie nie za bardzo tym zmartwiona, wróciłabym do domu, ponownie przeżywając horror jazdy w chaosie spowodowanym nie działającą sygnalizacją na skrzyżowaniach. Ale przynajmniej mogłabym słuchać radia, bez obawy wyczerpania baterii...
Po jedenaste, po głowie cały czas chodziłoby mi pytanie: GDZIE MOGĘ SIĘ NAPIĆ GORĄCEJ KAWY... ?
Po dwunaste, po powrocie do domu zajrzałabym do internetu, póki w laptopie działają jeszcze baterie, aby przeczytać najnowsze doniesienia o awarii.
A dalej? No cóż, pewnie uznałabym, że w zaistniałej sytuacji lepiej się z domu już nigdzie nie ruszać, więc odrobiłabym zaległości w czytaniu, ewentualnie zrobiłabym generalne porządki w szafach, co zwykle czynię, jak mnie coś mocno wkurzyło i chcę się uspokoić…
Brr… Pozostaje nikła nadzieja, że w Warszawie nigdy nie zdarzy się podobna awaria bo to byłoby niczym trzęsienie ziemi, a ja nie wiem jak przeżyłabym podobny kryzys...



Komentarze
Pokaż komentarze (12)