Od dość dawna przymierzałam się do napisania tragedii (a może komedii ?), w trzech aktach. Ze wszystkimi cechami tego gatunku, z dbałością o szczegóły, nawet te pikantne. Temat już miałam wybrany, bohaterów również, a i otoczenie całkiem swojskie i przytulne tudzież.
Przymierzałam się, aż tu nieoczekiwanie, samo życie mnie ubiegło i na moich - o bardzo przepraszam - na naszych oczach w Salonie24 rozegrała się klasyczna tragifarsa w równo trzech aktach... ;) I w dodatku trochę w tym komedii i trochę tragedii naraz.
Gdzie, jaka i z kim w rolach głównych, pozostawiam do domysłu pojętnych i uważnych czytelników Salonu. Trochę przez to straciłam humor, bo w głowie miałam już poukładane co i jak opisać, a tu znów wyszło, że jednak prawdziwe życie pisze najlepsze scenariusze...
I tak pogodzona z losem, acz trochę, co nie ukrywam nieszczęśliwa z takiego obrotu sprawy, muszę zrezygnować z planów dołączenia do wielkich klasyków dramatu i nadal pełzać w przyziemiu twórczości pisząc od czasu do czasu, oczywiście "od niechcenia", a to o PiSie, a to o Prezydencie, bądź innych, równie przyziemnych tematach...
Oj Życie, że też ono musiało mi znowu wejść w paradę... ;)
PS. Wiem, że brzmi to cokolwiek zagadkowo, ale choćby mnie kto żywym ogniem chciał do ujawnienia szczegółów przymusić, to nic więcej nie powiem...




Komentarze
Pokaż komentarze (45)