Slogan wypowiedziany przez Mao Zedonga, który aby przeprowadzić kolosalne reformy, potrzebował siły roboczej dla swego kraju.
To właśnie ta potrzeba zainspirowała kilka pokoleń kobiet i pozwoliła im uzyskać dostęp do stanowisk wcześniej „zarezerwowanych” dla mężczyzn: kierowców taksówek, właścicielek firm, menedżerek restauracji i w innych domenach.
Po proklamowaniu Chińskiej Republiki Ludowej 1 października 1949 roku życie chińskich kobiet uległo przemianie. Z podludzi stały się równe mężczyznom podczas komunistycznej rewolucji Mao Zedonga. Pomimo wszystkich spustoszeń, jakie dyktatura Mao wyrządziła chińskiemu społeczeństwu, wielu uznaje, że Mao miał zasługę zainicjowania ruchu na rzecz praw kobiet, całkowite zerwanie z feudalnymi Chinami, w których kobiety były zdominowane nie tylko przez trzy systemy władzy (politycznej, rodzinnej i religijnej), ale także przez swoich mężów.
Jednocześnie niektóre źródła historyczne pozwalają nam sądzić, że stanowisko Mao w kwestii dotyczącej kobiet jest o wiele bardziej skomplikowane, niż sam wódz chciał ludziom to wmówić.
Ale czy Mao, założyciel nowo powstałej Chińskiej Republiki Ludowej, rzeczywiście dążył do równości płci? Trudno w to uwierzyć, biorąc pod uwagę sposób, w jaki sposób przewodniczący traktował kobiety w swoim życiu. Kobieciarz, Mao Zedong ożenił się cztery razy i miał co najmniej dwanaścioro dzieci, z których tylko troje dożyło wieku dorosłego.
Jako mąż-oszust porzucił swoją drugą żonę Yang Kaihui i trójkę dzieci, a następnie pozwolił na jej stracenie, nie kiwnąwszy nawet palcem aby ocalić jej życie.
Choć Mao nie okazywał kobietom czułości i współczucia, rozumiał jedną istotną rzecz: stanowią one połowę siły roboczej jego kraju. Potrzebował ich.
Jednak w połowie XX wieku Chinki nie były zorganizowane tak, by wnieść wkład w społeczeństwo. Choć kilka dekad wcześniej zaprzestały krępowania stóp, nadal były podporządkowane mężczyznom, zgodnie ze starą logiką konfucjańską. Po narodzeniu były winne posłuszeństwo ojcu, po ślubie mężowi, a po owdowieniu – synowi. Traktowano je z tak niskim szacunkiem, że wiele z nich nie otrzymywało imion. Zwracano się do nich po numerach: „córka Wei numer jeden”, „córka Wei numer dwa” i tak dalej.
Pierwsze prawo ogłoszone przez Mao dotyczyło małżeństwa.
Prawdziwa rewolucja! Ten tekst położył kres małżeństwom aranżowanym, które przez wieki były źródłem smutku i frustracji w domach. Zniósł system żon i konkubin, powszechny wśród elit, zastępując go monogamią. Co więcej, ustawa ustanowiła równe prawa dla małżonków.
Następnie Mao zwrócił uwagę na prostytucję, która miała dwa oblicza: z jednej strony kurtyzany, cenione za kulturę i pieśni, z drugiej kobiety pracujące w zaułkach i palące opium, pogardzane i nękane chorobami wenerycznymi. Przewodniczący uderzył mocno: zamknął wszystkie domy publiczne w kraju. Prostytutki miały wówczas prawo do opieki zdrowotnej i programów „reedukacji ideologicznej”. Następnie wysyłano je do pracy w fabrykach lub na polach.
Kolejnym problemem utrudniającym kobietom udział w komunistycznym projekcie Mao była edukacja. Dziewięć na dziesięć kobiet było analfabetkami. Po reformie chińskich znaków, którą uprościł, aby ułatwić ich naukę, przewodniczący otworzył dziesiątki tysięcy szkół. Oferowały one podstawową edukację dzieciom i dorosłym obojga płci, z planami zajęć dostosowanymi do godzin pracy.
Odtąd kobiety nie były już skazane na siedzenie w domu! W 1958 roku Mao rozpoczął szeroko zakrojoną kampanię reklamową, mającą na celu „uwolnienie” ich od obowiązków domowych. W tym czasie zaangażował kraj w „Wielki Skok Naprzód”, serię działań mających na celu pobudzenie produkcji przemysłowej. Chińskie kobiety masowo wstępowały do fabryk. Życie zostało zreorganizowane w komuny ludowe: kuchnie były wspólne, a dzieci wychowywano w żłobkach.
Na plakatach propagandowych robotnice miały różowe policzki i szerokie uśmiechy.
Rzeczywistość była jednak daleka od idylli. Wkrótce stało się jasne, że reformy gospodarcze zakończyły się fiaskiem. Nie tylko nie osiągnięto oczekiwanych poziomów produkcji, ale brakowało również surowców dla przemysłu. Zaniedbane zbiory doprowadziły do niedoborów żywności. Głód, który pustoszył Chiny w latach 1958–1962, pochłonął od 20 do 70 milionów ofiar. Uważa się go za najgorszy w XX wieku.
Życie stało się piekłem na ziemi. Chińczykom nie tylko brakowało wszystkiego, ale byli też stale szpiegowani i zakazywano im wyrażania swoich opinii. Aby się przeprowadzić, pracować, zawrzeć związek małżeński, studiować lub mieć dzieci, musieli uzyskać zgodę państwa – czyli lokalnego potentata reprezentującego Partię Komunistyczną. Nadużycia władzy mnożyły się. Samowolne aresztowania i tortury były na porządku dziennym. Bez ważnego powodu pary były rozdzielane na miesiące, zmuszane do pracy w komunach oddalonych od siebie o setki kilometrów. Gdy małżonkowie byli razem, zabraniano im okazywania sobie jakichkolwiek uczuć. Miłość do dzieci również musiała być dyskretna. Uczucia te były postrzegane jako egoistyczne i kontrrewolucyjne.
W tych coraz bardziej pruderyjnych Chinach, gdzie trzeba trzymać się prostych i wąskich zasad, kobiecość nie ma już miejsca. Duży biust jest powodem wstydu. Kobiety są teraz nazywane „towarzyszkami”, tak jak mężczyźni. Wykonują te same prace co mężczyźni, noszą te same ubrania: grube płócienne spodnie i bezkształtną bluzkę, często niebieską. Biżuteria, sukienka – każda nuta kokieterii jest wyśmiewana i poddana krytyce.
Życie pełne trudności i nędzy: tego właśnie doświadczały kobiety za czasów Mao, mimo że żyły pod rządami pierwszych w historii Chin praw feministycznych. Prawie 50 lat po śmierci Wielkiego Sternika ich córki i wnuczki mogą znaleźć pocieszenie. Mają one teraz dostęp do edukacji i rynku pracy.
Wraz z pojawieniem się ruchów feministycznych i wpływów zachodniej myśli w Chinach, na nowo dostrzega się wewnętrzne piękno kobiety. Nauka konfucjańska zachwala jednocześnie wewnętrzne i zewnętrzne piękno. Fizyczne zalety dodają kobiecie pikanterii do jej wyglądu, jej aparycja jest rozszerzeniem wewnętrznych cech charakteru.
Dzisiaj uznanie chińskich kobiet staje się coraz bardziej widoczne na arenie światowej. Zauważyć można, że Chinki upodabniają swą urodę do wizerunków kobiet zachodnich, udaje im się skopiować standardowe piękno międzynarodowe... są wysokie, chude, zrobione na „chłopczyce”. Podchwytują one trendy zachodniej mody. Od lat 1990 Chinki zaczynają się emancypować i ubierać modnie. Wraz z pojawieniem się chirurgii estetycznej subtelnie wydłużają sobie nosy, nogi i zaokrąglają oczy.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)