Spór Pawła Kukiza i Janusza Korwin-Mikkego o JOW-y wywołał w mediach radość wielką. Gołym okiem widać, że wizja rodzącej się siły antysystemowej zasmuca bardzo wielu. Tym bardziej trzeba spojrzeć na ten spór spokojnie.
Czy JOW-y są receptą na naprawienie demokracji? Pewnie nie. O tym, że mechanizmy obecnej demokracji nie działają, wiedzą i na lewicy. Przekonująco o tym pisze np. drukowany w Polsce przez “Gazetę Wyborczą” i “Krytykę Polityczną” Iwan Krastew. Raczej nie jest tak, iż wystarczy wprowadzić JOW-y i wszystko będzie w porządku.
Z drugiej strony nie jest chyba jednak też tak, że wprowadzenie JOW-ów nic nie zmienia. Pojawia się argument, że JOW-y wzmacniają system dwupartyjny, że są na rękę kartelowi PO-PiS-u. Może i tak.
Tak naprawdę jednak głównym problemem tu i teraz jest aparat partyjny tych ugrupowań. Posłowie PO-PiS-u to nie są politycy, ale wyłącznie aparatczycy. Funkcjonariusze oddający się wyłącznie wspinaczce po drabinie partyjnej i wewnętrznym rozgrywkom. Jeżeli nawet przy JOW-ach na scenie politycznej w Polsce miałyby pozostać PiS i PO, to będą to już zupełnie inne PO i PiS. Żeby wygrać wybory w jednym z 460 okręgów jednomandatowych, trzeba mieć jednak zupełnie inne predyspozycje, niż żeby wysłużyć sobie miejsce na partyjnej liście. Nawet to znacząco więc Polskę by zmieniło.
Jeżeli spojrzeć z takiego pragmatycznego punktu widzenia, nie ma się o co kłócić. Jeżeli największym wrogiem Polski jest aparat partyjny PO i PiS, to wszystko, co narusza jego interes, należy zrobić. Później można prowadzić spory teoretyczne o istotę demokracji.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)